Seinfeld w chińskiej restauracji, czyli co to jest polityka?

Aby wiedzieć, o czym myślimy, kiedy mówimy „kino polityczne”, powiedzieć sobie musimy, co to jest polityka? Św. Augustyn pisał, że doskonale wie, czym jest czas – dopóty, dopóki ktoś go o to nie zapyta. Podobnie jest z polityką. Intuicyjnie wiemy, czym ona jest, jeśli jednak mamy przedstawić jej zwięzłą i jasną definicję, pojawia się problem.

Słynny amerykański poliolog Harold Lasswell zawarł w tytule swojej książki z 1936 r. jedną z najkrótszych definicji polityki: „kto, co, kiedy i jak otrzymuje”. Czy jest to definicja trafna?

Niewątpliwie rolą polityków jest rozdzielanie zasobów, np. w czasie uchwalania budżetu państwa. W tym znaczeniu główną rolą polityki jest ocena, na jakie cele powinny trafić pieniądze zebrane w formie podatków. Jak powszechnie wiadomo, potrzeb jest zawsze więcej niż pieniędzy, dlatego rozdziałowi środków towarzyszy często tak dobrze nam znany spór pomiędzy różnymi stronnictwami.

Jednakże rozdzielanie środków finansowych to tylko jeden z wymiarów polityki. Rozdzielać można bowiem także to, co niematerialne. Wiele współczesnych ruchów społecznych, np. feministyczny, LGBT, a także mniejszości etniczne czy religijne domagają się od państwa i społeczeństwa nie pieniędzy, a uznania ich równych praw. Przykładem jest spór o prawo zawierania małżeństw przez osoby tej samej płci: zwolennicy takich związków domagają się otrzymania pewnej wartości niematerialnej.

W jaki sposób ocenić można jednak, kto, co, kiedy i jak powinien otrzymać? Pytanie to jest w istocie pytaniem o sprawiedliwość oraz o to, co rozumiemy przez to pojęcie.

Słynny odcinek serialu „Seinfeld” pt. „Chińska restauracja” na pozór nie ma nic wspólnego z polityką. Jeśli jednak przyjmiemy zaproponowane wyżej rozumienie polityki, okazuje się, że w odcinku tym przynajmniej kilka razy pojawia się kwestia sprawiedliwego dostępu do rozmaitych dóbr. Kto powinien otrzymać jako pierwszy stolik – ten, kto był w restauracji wcześniej, czy może ten, kto jest najbardziej głodny? A co z dostępem do dóbr publicznych, takich jak automat telefoniczny? Czy nie zasługuje na potępienie ich nadużywanie? W końcu, jak wykrzykuje jeden z bohaterów, żyjemy wszyscy w społeczeństwie, i powinniśmy wykazywać się empatią i życzliwością względem współobywateli.

Z drugiej strony, społeczeństwo nie jest przecież idealnie homogeniczne. Każdy z nas charakteryzuje się inną wrażliwością na potrzeby innych. Dotyczy to w szczególności kwestii kulturowych, co widać w odcinku w odniesieniu do styku wrażliwości chińskiej i amerykańskiej.  Aby odpowiedzieć na wszystkie te pytania i rozwiązać powyższe dylematy, zastanowić się będziemy musieli, w jaki sposób można ustalić, jaki podział dóbr jest sprawiedliwy.

Opisywane wyżej rozumienie polityki jest, rzecz jasna, tylko jednym z wielu. Zastanów się, jak Ty pojmujesz to zjawisko? Czy potrafisz przywołać na poparcie swojej opinii konkretne przykłady filmów lub seriali? Czekamy na Twój komentarz!

  1. Ocena komentarza

    Dla Arystotelesa była sztuką rządzenia państwem. Dla Maxa Webera, niemieckiego socjologa, ekonomisty i prawnika: „dążeniem do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy[…].” Mowa rzecz jasna o Polityce.
    I choć nie sposób się z tymi definicjami nie zgodzić, dla mnie polityka jest czymś jeszcze. Niezwykłą grą i dyscypliną uprawianą jedynie przez wybranych,(nie zawsze słusznie), która kinematografii towarzyszy praktycznie od jej początków.

    Możliwości kina, telewizji i przekazów audiowizualnych zostały docenione przez polityków niezwykle szybko. Od debaty Kennedy – Nixon przez dosłownie „bombowy” debiut „Daisy Gril”, film stał się nieodzownym elementem gry politycznej. Spot autorstwa Tony’ego Shwartza, wyemitowany jedynie raz we wrześniu 1964 roku, w trakcie kampanijny zmagań L.Johnsona i B.Goldwatera przeszedł na zawsze do historii politycznej reklamy. To oczywiście jedynie wybrane przykłady „kina” politycznego. Co zaś się tyczy polityki w kinie i tego, jak gra polityczna może być osią wokół której buduje się filmowa narrację, przykład tego znajdujemy już na głównej stornie Netflixa. Historia Franka Underwooda to sztandarowy przykład tego, jak wokół rozgrywek politycznych zbudować fascynującą opowieść. I to właśnie polityczna „gra” jest zarazem narracyjnym fundamentem i źródłem sukcesu serialu.

    1. Filip Biały

      Ocena komentarza

      Metafora polityki jako gry jest bardzo nośna. Z jednej strony możemy mówić o rozgrywce, przywodzącej na myśl np. pojedynek szachowy, z drugiej strony – o odgrywaniu przez polityków pewnych ról. W pierwszym przypadku zastanawiać możemy się nad regułami gry politycznej – oraz nad tym, czy ich przestrzeganie gwarantuje, czy też przeszkadza w osiągnięciu sukcesu (patrz Donald Trump). W przypadku rozumienia polityki jako gry scenicznej czy aktorskiej, możemy z kolei zastanawiać się, na ile rozmaite gesty i słowa polityków są przejawem odgrywania przez nich pewnych ról, obliczonych na oczarowanie widowni.

  2. Ocena komentarza

    Według mojego rozumienia „polityki w filmie”, wyróżniłabym następujące warianty denotacji:
    (a) film polityczny = historia prawdziwych lub fikcyjnych bohaterów, perypetie ich walki o władzę, pieniądze, przywileje, inne korzyści
    (b) film polityczny = film prowokujący do dyskusji w przestrzeni publicznej, często stający się wyznacznikiem podziału politycznego
    (c) film polityczny = (1) narzędzie mające promować jakąś postawę, (2) dzieła propagandowe

    Do (a) zaliczyłabym z jednej strony flagowy przykład „House of Cards” (walka o władzę i stołek prezydencki w Białym Domu), zaś z drugiej około historyczny „Vikings” (ekspansja Wikingów, lecz nie tylko od strony topora, ale także od kotary – czyli małżeństwa polityczne, zdrady, stracie religii, namiastka ekonomii itp.).

    Do (b), nie szukając daleko: „Ida”, „Pokłosie”, czy nawet „Galerianki”. Nie przepadam za estetyką Kasi Rosłaniec, nie rozumiem jej filmów… Jednak to trzeba jej oddać: „Galerianki” były swego rodzaju fenomenem, choć niekoniecznie w dobrym sensie. Ledwo film wszedł do kin, zaraz rozgorzała dyskusja „Polacy, mamy problem, mamy galerianki – smutne, to bardzo powszechne teraz zjawisko.”. W tym momencie zaczynam kwestionować wizję swojego życia towarzyskiego, skorom w życiu nie poznała dziewczyn parających się tak topową wówczas profesją, nigdym się nie natknęła na taką w centrum handlowym, z których Poznań przeto słynie. Koledzy również nie. Pytam się: gdzie te galerianki, u licha?! Odpowiedź: w mediach. Na każdej stronie gazet. W naszych umysłach, jako idea! Ktoś powiedział, ktoś przekazał i nagle wszystkim nam zaczęły się objawiać urojone galerianki… Summa summarum, film ten pięknie sprowokował dyskusję nt. problemu, którego nie mamy i nigdy nie mieliśmy. 5 z marketingu.

    (c) (1) Tu mam na myśli – zupełnie przykładowo – typowe telewizyjne tasiemce jak „Na Wspólnej”, gdzie zgodnie z obowiązującą modą medialną pojawiały się „instruktaże” jak kto powinien się zachować w przypadku ciąży nieletniej, kontaktu z niedołężnością, alkoholizmem… Zaś skoro statystyczny Kowalski nie sięga już, nawet nie po książkę – po gazetę, co niejednego pali w opuszki, jak inaczej można by mu zaszczepić idee odpowiedniego postępowania, jak wykształcić jego postawę, by napotkany na ulicy zachowywał się tak, jak społeczeństwo tego oczekuje?! Chyba tylko przez „Na Wspólnej”. Cóż, strzał w dziesiątkę..? Z pełnometrażowych wymieniłabym „Intouchables” – w skrócie, człowiek niepełnosprawny też człowiek i wszyscy powinniśmy o tym pamiętać. Amen.
    (2) Filmy Leni Riefenstahl, prawdopodobnie „Smoleńsk” (szczerze – nie oglądałam, nie planuję), a w pewnym sensie również produkcje z zakresu lżejszego kalibru, jak np. „American sniper”. Film zdecydowanie udany pod względem sztuki, jednak jest przekłamaniem historii. Pozornie promujący postawy patriotyczne, kiedy w rzeczywistości jego główny bohater, tj. Chris Kyle – snajper Navy SEALs, czerpał chorą przyjemność z zabijania, o czym nie omieszkał wspomnieć w swojej autobiografii i wywiadach… Może to niezbyt udany przykład, wszak „to tylko film”, ale taki obraz, w gruncie rzeczy sporo wybielony, działań zbrojnych Amerykanów w „siedzibie zła – Iraku” jedynie propaguje przekonanie, że absolutnie wszystkim muzułmanom, nawet cywilom, w głowie tylko rzeź, zaś Amerykanom z ucha flaga Stanów wystaje przy akompaniamencie zdjęcia żony i piątki wspólnych dzieci.

    1. Filip Biały

      Ocena komentarza

      To bardzo ciekawa typologia filmu politycznego! Pokazuje szerokie spektrum możliwości interpretowania tego czy innego dzieła w kategoriach politycznych.

      Do ostatniego przykładu – „American Sniper” – warto dodać, że reżyser, czyli Clint Eastwood, jest jednym z niewielu konserwatywnych filmowców w Hollywood. Prawdą jest, że film w kilku punktach nie tylko przekłamuje historię życia głównego bohatera, lecz także manipuluje widzem, np. poprzez zestawienie ataków z 11 września 2001 roku oraz wojny w Iraku, choć wiemy przecież, że reżim Saddama Husajna nie miał z zamachami nic wspólnego, a broni masowego rażenia, wbrew twierdzeniom administracji George’a W. Busha, w Iraku nie odnaleziono.

      1. Ocena komentarza

        Dziękuję za komentarz i przywołanie tej sceny! Prawdę mówiąc „Snajpera” pamiętam już jak przez mgłę i najwyraźniej wymaga on ode mnie odświeżenia tematu zaraz po Oscarach, skoro ta sekwencja wypadła mi z głowy.
        Nie oglądałam zbyt wielu filmów Eastwooda, co koniecznie muszę nadrobić ze względu na jego inne dzieła wojenne, „Sztandar chwały” i „Listy z Iwo Jimy”. Choć w tym przypadku jego poglądy polityczne chyba nie miały wielkiego wpływu na treść; jeśli wierzyć recenzjom, Eastwood stworzył w nich swego rodzaju portret psychologiczny armii amerykańskiej a japońskiej, uwypuklając różnice, ale nie oceniając żadnej ze stron. Chciałabym skonfrontować się z tą tezą. Widział je Pan może?

        1. Ocena komentarza

          Podział, rzeczywiście ciekawy, w dużej mierze uwzględniający zjawisko, które w kinie nazywamy idea placement. Polecam artykuł na ten temat z kilkoma ciekawymi przykładami: http://www.newsweek.pl/kultura/wiadomosci-kulturalne/seriale-czy-propaganda,82544,1,1.html

          1. Ocena komentarza

            Dziękuję za odpowiedź. Głupio się przyznać, właśnie o to mi chodziło, tylko nie do końca wiedziałam, skąd wzięłam ten pomysł. Teraz pamiętam, dr Piechocki wspominał o idea placement w ramach wprowadzenia do wykładów z polskich systemów medialnych, choć tematu nie rozwinął – dlatego dziękuję za linka! Z jednej strony to dobrze, że telewizja – najprawdopodobniej najpopularniejsze medium wśród osób starszych, które w dużej mierze nie potrafią dostosować się do dynamicznego rozwoju sfery publicznej, gdzie coraz więcej rzeczy jest akceptowalnych; która daje im namiastkę tego jak obecnie statystycznie wygląda życie młodych – pełni funkcję wychowawczą (tu przykład z South Park pozytywnie mnie zaskoczył), jednak z drugiej niepokoi świadomość, że byle Carrie Bradshaw, postać fikcyjna (w dodatku niezbyt przeze mnie lubiana, o zgrozo), ma taką siłę autorytetu. „Quo vadis, świecie”. Cud, że nie słyszałam jeszcze o biegającym po mieście w przebraniu księżniczki Deanerys szaleńcu z miotaczem ognia w barwach Drogona, choć w tej materii jeszcze wszystko przed nami, jak sądzę.

        2. Filip Biały

          Ocena komentarza

          Oglądałem oba filmy, rzeczywiście interesująco ukazują dwie, zupełnie odmienne perspektywy, choć przyznam, że szczegółów już nie pamiętam – może warto będzie po nie sięgnąć podczas jednego ze spotkań.

          Co do Eastwooda, to trzeba przyznać, że nie jest twórcą, który w swoich filmach zawierałby jednoznaczny przekaz ideologiczny. Ciekawym przykładem jest jego film „Gran Torino”. Gra on w nim rolę Walta Kowalskiego, weterana wojny w Korei, rasistę i ksenofoba, który nieoczekiwanie zaprzyjaźnia się z nastolatkiem z rodziny azjatyckich imigrantów. W jeszcze innym filmie, „J. Edgar”, chyba u nas zupełnie niezauważonym, Eastwood także w sposób niejednoznaczny przedstawia postać głównego bohatera, czyli słynnego dyrektora FBI, J. Edgara Hoovera, który przez całe życie skrywał swoje skłonności homoseksualne.

          1. Ocena komentarza

            Szczerze, jestem fanką filmów psychologicznych, stąd zabieg ukazania jednej historii z różnych punktów widzenia jest przeze mnie silnie pożądany w kinematografii w kontekście zaszczepiania cechy wrażliwości wśród odbiorców – w końcu zrozumienie emocji drugiego człowieka jest kluczowe dla zdrowia grupy społecznej, a w szerszej perspektywie – oraz perspektywie naszych zajęć – także marketingu politycznego.
            Moim osobistym faworytem w tej kategorii jest dość specyficzne anime „Hunter x Hunter” (wersja z 2011r.). W dużym uproszczeniu – historia inwazji nowo powstałego, doskonalszego niż homo sapiens gatunku na terenach odciętej od reszty świata wyspy. Istoty te dopuszczają się ludobójstwa; ludzi postrzegają wyłącznie jako posiłek. Ich planem jest zasiedlenie Ziemi i strącenie człowieka z tronu króla łańcucha pokarmowego. Już na wstępie w widzu budowana jest nienawiść do kolejnego antagonisty – w dantejskich scenach zabija dziesiątki bezbronnych, zaczynając od dzieci. Później pojawiają się pokątne, acz trafne uwagi (Scena w ludzkiej rzeźni, mężczyzna błaga o życie. Najeźdźca: „Dlaczego miałbym wysłuchać waszego jazgotu? A czy wy kiedykolwiek wysłuchaliście płaczu knura idącego na rzeź?”), by w końcu pałeczkę narracji przejęły bestie. Wówczas wizja autora staje się klarowna: ludzie okradają planetę z zasobów, uważając się za panów tylko z tego względu, że są najbardziej inteligentnymi stworzeniami ją zamieszkującymi. Roszczą sobie prawo do zabijania innych istot żywych, gdyż nie uznają uczuć gatunku podrzędnego. Kiedy pojawia się stworzenie doskonalsze, człowiek w swej pysze wpierw fakt bagatelizuje, później próbuje pozbyć się problemu siłą, by na końcu bezmyślnie błagać o litość. Czy bestie dopuściły się zła? Nie obowiązywał ich żaden kodeks ludzki, kodeks etyczny. Wobec siebie zachowywały się wzorcowo; były uczynne i lojalne. Pojawiły się samoistnie, w wyniku przemian ekosystemu i poczuły naturalny instynkt zdobywcy, by Ziemię sobie podporządkować – niczym człowiek. Jest to ciekawa perspektywa alternatywnej przyszłości, na zasadzie „co by było gdyby”. Warto również zwrócić w Hunterze uwagę na przemyślenia króla bestii, który po poznaniu najpotężniejszego człowieka świata (anime o supermocach swoją drogą) przyznał, że może nie wszyscy ludzie nadają się do odstrzału, gdyż istnieją jednostki wybitne, których zdolności można w pewien sposób wykorzystać – co przywodzi na myśl wszystkie zwierzęta cyrkowe, zoo, psy policyjne i przewodnicze, konie wyścigowe itp. W gruncie rzeczy idealny kontekst do tematów ekologicznych! Może się pokuszę o pracę zaliczeniową w tym zakresie. „Ekologia w anime”.
            Wracając jeszcze do Eastwooda, o obu filmach słyszałam i od miesięcy przymierzam się do ich obejrzenia (choć przyznam, że „J. Edgara” bardziej z myślą o DiCaprio). Postaram się zrealizować mój plan do czasu omawiania tematu rasizmu i islamofobii.

            1. Filip Biały

              Ocena komentarza

              Od razu przyznam się, że anime jest dla mnie ziemią nieznaną. Dlatego z zainteresowaniem dowiedziałbym się więcej na ten temat.

  3. Ocena komentarza

    Polityka jest nieodłączną częścią naszego życia. Jak to w przypadku serialu „Seinfeld” odcinku „Chińska restauracja” na pierwszy rzut oka możemy nawet nie zauważyć tego, ponieważ polityka to nie tylko wystąpenie polityczne lub uchwalanie budżetu państwa. Wątek polityczny jest w każdym kinie, chociaż by ostatni film który obejrzałam „Życie za życie” . Dotyczy życia, czyli przepisów prawnych co do skazania na śmierć , z którymi nie wszyscy mogli się zgadzać, ale wszyscy musieli je przestrzegać. Dotyczyło to osoby skazanej na śmierć za zabójstwo, którego tak naprawdę nie popełnił. Pokazane jest jak dzieli się społeczeństwo wobec polityki, jak stają się prawie wrogami ludźmi żyjącymi po sąsiedzku, ale mającymi różne poglądy polityczne. Chociaż w więjszej mierze film dotyczy dziennikarstwa, ale wątek polityczny jest też poruszony.

    1. Filip Biały

      Ocena komentarza

      Dzięki za zwrócenie uwagi na ten film, wydaje mi się, że jeszcze go nie widziałem, choć cenię Alana Parkera.

  4. Ocena komentarza

    Tak jak jest napisane w artykule każdy wie, co słowo „polityka” oznacza jednak jego wyjaśnienie nie jest już tak proste. Uważam, że Lasswell idealnie oddał jego znaczenie w tym jednym, krótkim zdaniu, zaś jeśli miałabym sama określić czym polityka jest, to powiedziałabym, że sztuką rządzenia państwem, podejmowania decyzji czy wpływaniem na naród. Tak, jak w przypadku serialu „Seinfeld” pt. „Chińska restauracja”, który pozornie nie ma nic wspólnego z polityką, tak samo jest w wielu serialach na TVP, TVN czy innych stacjach telewizyjnych. W scenariusze seriali wplatany jest określony światopogląd czy konkretne postawy bohaterów, które mają ukształtować nas w jakiś sposób. Tak właśnie stacje realizują swoją politykę.

    1. Filip Biały

      Ocena komentarza

      Zastanowić się trzeba, na ile pewne treści światopoglądowe w filmach i serialach są w sposób świadomy wplatane w akcję przez twórców, a na ile twórcy ci bez większej refleksji reprodukują pewien przyjmowany przez siebie światopogląd? Nad tym właśnie będziemy się zastanawiać na kolejnych spotkaniach. To, że dany film zawiera jakiś przekaz ideologiczny, nie zawsze oznacza, iż jest on celowo pomyślany tak, aby zaszczepiać widzom jakieś konkretne przekonania. Z drugiej strony może być też tak, że pewne wartości usiłuje się nam „sprzedać” pod płaszczykiem niewinnej, zupełnie apolitycznej opowieści.

  5. Ocena komentarza

    Skupiając się głównie na dystrybucji dóbr, w tym mając na uwadze, te przerysowaną sytuacje z serialu, wystarczy powiedzieć sobie krótko: bohaterowie wchodząc do restauracji, powinni akceptować sposób np. przydzielania do stolików, bo np. taki jest sposób działania restauracji, taka jest polityka na tym właśnie obiekcie. Przykład możemy przenieś na szersza skalę tzn. wyjeżdżając do innego kraju, również przestrzegamy prawa w nim obowiązujące, godzimy się na to i mamy tego świadomość, że gdzieś indziej sposób dystrybucji dóbr, będzie się różnił od tego, który uznajemy na „normalny”. Co do „najpierw powinni dostawać głodni”, jest równie mocny jak np. „pierwszeństwo na fotel fryzjerski ma osoba, z dłuższymi włosami.

    1. Filip Biały

      Ocena komentarza

      W kontekście ostatniego zdania – rzecz nie w mocy tego stwierdzenia, lecz w fakcie, że dotyczy ono zasadniczej kwestii politycznej, jaką jest sprawiedliwość. Pytanie, kto i co powinien otrzymywać, zadawał już Arystoteles, odpowiadając, że każdy powinien dostać to, na co zasługuje. Cóż to jednak oznacza? Arystoteles odwołał się tu do przykładu fletów, zadając pytanie: kto powinien otrzymać najlepszy flet? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zastanowić się, co jest przeznaczeniem danego przedmiotu. Arystoteles mówił – przeznaczeniem fletu jest to, by grano na nim jak najlepiej. Dlatego też, jego zdaniem, najlepszy flet otrzymać powinien najlepszy flecista.

      Ten dość zabawny przykład służyć może jako podstawa do rozważań na temat rozdziału innych dóbr. Nie tylko zresztą materialnych. Jeśli rozważamy np. czy przyznawać parom jednopłciowym prawo zawierania małżeństw, zastanowić się musimy, co jest przeznaczeniem instytucji, którą jest małżeństwo. Ktoś powie: posiadanie dzieci. Jednak są przecież heteroseksualne małżeństwa, które dzieci nie posiadają lub nie mogą ich mieć. Czy odmówimy im tym samym statusu małżeństwa? Być może zatem przeznaczeniem małżeństwa jest pielęgnacja wzajemnego zobowiązania dwojga ludzi? Jeśli tak, to jaka jest podstawa, by ograniczać prawo zawierania małżeństw tylko do osób odmiennych płci? I tak dalej.

      Jeśli nawet uznamy, że tego rodzaju rozważania filozoficzno-moralne nie są argumentem wystarczającym, by rozpatrywać politykę w kategoriach sprawiedliwości, możemy podać dodatkowy, bardziej praktyczny argument. Jeśli mianowicie część społeczeństwa odczuwać będzie istniejący sposób podziału dóbr jako niesprawiedliwy, rodzić będą się napięcia i konflikty. Celem władzy politycznej, która pragnie zachować stabilność (własną i państwa) musi w związku z tym być dbałość o niewelowanie poczucia niesprawiedliwości. A to oznacza, że wciąż ponawiać będzie musiała ona pytanie o to, kto, co, jak i kiedy powinien otrzymywać 🙂

  6. Ocena komentarza

    Myślę, że Lasswell bardzo trafnie określił politykę, ale on dla każdego może znaczyć coś innego. Mi też bardzo podoba się definicja polityki jako gry, natomiast nie ma co do tego wątpliwości, że i tu definicja Lasswella ma swoje odzwierciedlenie – bo tak jak w grze mamy mistrza gry albo najlepszego gracza, który „rozdaje karty”, tak również w polityce mamy tych, którzy dają i zabierają, a jeśli sprowadzić to do jednego słowa to po prostu rządzą. Nic więc dziwnego, że w zasadzie każdy film zawiera jakieś odniesienia polityczne, bo polityka dotyka każdego z nas – w mniejszy czy większy sposób, ale jednak dotyka. Świetnie to było ukazane w pokazywanym odcinku Seinfielda, którego swoją drogą nie znałem przed zajęciami, a tylko ten jeden epizod zdołał mnie przekonać do tego, aby w przyszłości się za ten sitcom zabrać!

    Wracając natomiast do tematu to może niekoniecznie odniosę się tutaj do przykładów filmowych, ale jesteśmy świeżo po gali oscarowej i tutaj też wiele osób wskazuje na wielki wpływ polityki, a raczej poprawności politycznej – wszak przed rokiem zdecydowana większość nagrodzonych (lub nawet może wszyscy, nie jestem pewien w stu procentach) miała biały kolor skóry i już pojawiły się głosy, że w tym roku akademia postanowiła się niejako „zrekompensować”, co według niektórych zaowocowało nagrodą dla najlepszego obrazu dla „Moonlight” czy Oscarem dla czarnoskórego Mahershali Aliego za rolę drugoplanową w tymże filmie. Tymczasem dla każdego, kto oglądał ten film jasne jest, że stanowił on godną konkurencję dla „La La Land” i zasłużenie odebrał kilka statuetek. Jest to więc sztandarowy przykład tego, jak polityka dotyka mogłoby się wydawać niezwiązane zupełnie obszary życia i pomaga tworzyć teorie spiskowe oraz szukać poprawności politycznej tam, gdzie nie powinno jej być albo może inaczej – tam, gdzie to nie ona powinna być na pierwszym miejscu.

  7. Ocena komentarza

    Laswell świetnie zdefiniował politykę w tym jednym zdaniu i trudno tak naprawdę dodać coś więcej. Dla mnie polityka to sieć różnego rodzaju powiązań – w ich skład wchodzą szeroko pojęta władza, organizacje i zwykli obywatele. Każdy z tych podmiotów ma jakieś cele, do których dąży – czasem dla zbiorowości, czasem niestety tylko dla siebie i swoich sprzymierzeńców. Polityka jest więc także grą, w której każdy chce wygrać. Często podejmuje się więc nieracjonalne kroki, byle tylko udowodnić swoją rację.
    Przykładem tego może być chociażby film Mississipi w ogniu, oparty na prawdziwych wydarzeniach w tym stanie, gdzie policjanci i członkowie Ku Klux Klanu zamordowali trzech działaczy organizacji ochrony praw człowieka. Celem agentów prowadzących śledztwo jest rozwiązanie sprawy i zwycięstwo sprawiedliwości. Okazuje się to zupełnie niezgodne z pragnieniami miejscowych białych mieszkańców. Miejscowa policja i rasistowscy obywatele miasteczka sami tworzą zamkniętą sieć powiązań – niemal każdy jest członkiem Klanu lub chociaż z nim sympatyzuje. Krycie morderców staje się spoiwem łączącym większość społeczności – kto próbuje współpracować z obcą (w ich mniemaniu władzą), ten zostaje surowo ukarany (dotyczy to zwłaszcza afroamerykańskiej części mieszkańców).
    Zdecydowanie mniej ponurym przykładem takich powiązań jest serial Parks and Recreation. Jego twórcy tworzyli materiał na podstawie prawdziwych wydarzeń i postaci i tylko nieznacznie, ich zdaniem, przerysowując. Mamy więc do czynienia z całą gamą postaw: najwyższe władze miasta, które starają się maksymalizować własne zyski i minimalizować swój wkład w pracę; pracowników niższego szczebla – idealistów chcących zmian, ale blokowanych przez osoby wyżej postawione; bezwzględne korporacje, które w różne sposoby starają się przekonać do siebie i swoich interesów mieszkańców oraz władze; w końcu samych obywateli miasteczka popierający jedynie populistyczne zmiany, które nie są korzystne dla otoczenia, buntują się natomiast przeciwko innowacjom mogącym zmienić ich dotychczasowe obyczaje i przyzwyczajenia. Serial jest świetną satyrą na mentalność małych miasteczek w USA, za oceanem odniósł olbrzymi sukces (gościnnie pojawiały się w nim takie postaci ze świata polityki jak choćby Michelle Obama, Joe Biden czy John McCain), w Polsce natomiast jest raczej mniej znany.
    Celowo nie odniosłem się do filmów, które opowiadają o największych machinach politycznych. Polityka to nie tylko wielkie budynki i duże miasta, nie powstaje ona w oderwaniu od rzeczywistości. Wszystko zaczyna się od najbardziej banalnych kontaktów międzyludzkich i od najzwyklejszych sytuacji w życiu codziennym. Odcinek Seinfelda nie toczy się w Kongresie, a w zwyczajnej chińskiej restauracji, których jest pełno na całym świecie. W obu tych miejscach mamy jednak do czynienia z podobnymi zjawiskami – istnieją grupy interesów, których cele są sprzeczne. Gra toczy się o łatwiejszy dostęp do tego, czego się pożąda i co wydaje się korzystne. Zasady są te same, różnią się tylko skalą i stawką.

Dodaj komentarz