Postprawda i fakty alternatywne

We współczesnym świecie polityki nie istnieje słowo „kłamstwo”. Tak po prostu, zwyczajnie zostało wyparte przez polityków. Zastąpiono je innymi, ładnie brzmiącymi i posiadającymi w sobie potencjalny pierwiastek prawdy. Mowa o postprawdzie i faktach alternatywnych.

Otóż prawda dla polityków dzisiejszych czasów (chociaż chyba zawsze tak było) jest niewygodna i trudno się im do niej przyznać. Dlatego specjaliści od PR-u znaleźli wyjście z tej sytuacji. Wykreowali alternatywną rzeczywistość, w którą społeczeństwo wierzy i w której żyje, jak w bańce mydlanej.

Wszystko zaczęło się od jednej, można uznać niewinnej wypowiedzi doradczyni prezydenta Donalda Trumpa, Kellyanne Conway. Rozpoczęła ona lawinę. Próbując bronić/tłumaczyć kłamstwo swojego kolegi, rzecznika prasowego nowego prezydenta, Seana Spicera, który twierdził, że inauguracja prezydentury Donalda Trumpa przyciągnęła największą widownię w historii, sama dopuściła się nieprawdy. Tyle, że ona sama nie uważała siebie za kłamcę. Stworzyła sobie alternatywną rzeczywistość, w którą wierzy i której broni, i co do której chce przekonać innych.

Czym więc są fakty alternatywne? Jest to opinia, która jest oparta na nieprawdzie, inaczej też można uznać, że jest to podkoloryzowana prawda. Fakty alternatywne to tak naprawę kłamstwa, ale ujęte tak „elegancko”, aby wydawały się być prawdą lub przypominały ją w jakimś stopniu.

„Clinton Cash” jest to obraz niewygodny dla władzy, pokazujący kim tak naprawdę jest cała rodzina Clintonów. Scenariusz filmu oparty został na książce dziennikarza śledczego Petera Schweizera. Opowiada w sposób niezwykle przekonujący o wszelkich szemranych interesach Clintonów – powiązaniach z rosyjskimi oligarchami, nielegalnych działaniach na terenie Haiti, wsparciu finansowym dla północnoafrykańskich terrorystów czy dofinansowywanie Państwa Islamskiego. Ukazuje „świętą” i skrzywdzoną dotychczas Hilary w dosyć niewygodnej dla niej kreacji. Czy ktoś uwierzy, że ta biedna, przed laty zdradzana kobieta jest czegokolwiek świadoma albo współwinna? Otóż nie! Ale też czy należy ślepo wierzyć w informacje podawane w filmie? Czy to nie jest kolejny przykład propagandy politycznej?

“The Undefeated” (2011) to amerykański film dokumentalny opowiadający  o kontrowersyjnej byłej gubernator stanu Alaska, Sarah Palin. Reżyserem tego dzieła jest Stephen K. Bannon, ten sam, który wyprodukował film „Clinton Cash”. Trwający dwie godziny film jest zbiorem wypowiedzi współpracowników i przyjaciół byłej gubernator. I to w głównej mierze zbiorem pozytywnych opinii o Palin. Tytuł w wolnym tłumaczeniu oznacza „kogoś niepokonanego”. Co mija się z prawdą, ponieważ  Sarah Palin uważana jest za największą przegraną kampanii prezydenckiej z 2008 roku. Amerykańscy recenzenci opisują ten obraz jako polityczną reklamę telewizyjną, która tylko w założeniu przypomina film dokumentalny. Zamiarem twórców filmu było pokazanie Sarah Palin jako osoby niezwyciężonej, odważnej, niepoddającej się, cieszącej się dobrą opinią wśród polityków. A jaka jest na jej temat prawda?

Osoba byłej gubernator jest na tyle popularna, że powstało szereg produkcji filmowych, opowiadających jej polityczne poczynania. Proszę zwrócić uwagę na film „Game Change” (2012). Film fabularny, ale jakże realistycznie oddający sytuację rozgrywającą się
w Stanach Zjednoczonych przy okazji wyborów prezydenckich. Ten obraz filmowy całkiem odmiennie pokazuje styl prowadzonej polityki przez Sarah Palin. Bardzo aktywna polityk nie zaangażowała się jednak w produkcję tego filmu, uznając że pokazuje on zmanipulowane fakty oraz zniekształconą rzeczywistość. To w końcu, który z przywołanych filmów pokazuje prawdę na temat polityki gubernator Palin?

Czym jest więc przywołana na początku „post-prawda”? Redakcja „Oxford Dictionaries” podaje, że jest to sytuacja/okoliczność, w której fakty mają znikomy wpływ na kształtowanie opinii publicznej. Większe korzyści płyną natomiast z odwoływania się do emocji czy osobistych przekonań. Słowo post-prawda zostało uznane przez kolegium redakcyjne Słownika Oksfordzkiego za najważniejsze słowo roku 2016. Jest to kolejny przykład kłamstwa, ujętego w innym terminie. W post-prawdzie chodzi o to, aby tak manipulować informacjami, tak dobierać słowa i obrazy, żeby wzbudzić w odbiorcach silne emocje, które zagłuszą trzeźwy osąd wydarzenia.

I na koniec film “Fakty i akty” (1997). Sztab ds. wizerunku prezydenta USA informuje opinię publiczną o nagłym rozpoczęciu działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi a Albanią, wszystko po to, by odwrócić uwagę społeczeństwa od incydentu z prezydentem i małą dziewczynką w roli głównej. PR działa tak skutecznie, że wszyscy ślepo wierzą w agresję Albanii (większość Amerykanów nie ma zielonego pojęcia, gdzie leży Albania) i wzajemnie motywują się do działań w celu obrony kraju. Przedstawiciele rządu albańskiego stanowczo zaprzeczają doniesieniom ze strony USA. Nikt im specjalnie nie wierzy, bo tak to już bywa w przypadku post-prawy. Na całe szczęście to tylko scenariusz filmu fabularnego.

Żyjemy w erze postprawdy i faktów alternatywnych. Rola kinematografii jest w tym przypadku bardzo ważna. Coraz częściej twórcy filmowi są przekonywani (przekupywani!), aby w celu politycznej propagandy i reklamy stworzyć obraz lekko zakrzywiający rzeczywistość. Tym samym przyczyniają się do rozwoju post-prawdy. Jak odróżnić, który film dokumentalny bazuje na prawdzie, faktach, a który jest wyłącznie wynikiem politycznych rozgrywek i niesie w sobie wyłącznie fakty alternatywne? Polityka i działacze partyjni nakręcają działania twórców kina dokumentalnego. Są dla nich skarbem, bogactwem wiedzy, niestety najczęściej informacji nieprawdziwych. Ale w takim razie, czy możemy mówić o kinie dokumentalnym? Czy jest jeszcze w producentach filmowych doza szczerości, która zmusza ich do tworzenia filmów, mających na celu pokazanie rzeczywistości takiej jaka jest? Czy propaganda i manipulacja polityczna to jedyny cel tworzenia filmów dokumentalnych
o politykach?