Opowieść wigilijna, czyli rzecz o wstrętnych komunistach

Aby kino miało polityczny charakter, nie musi traktować o polityce. Wystarczy bowiem, iż ktoś znany dostrzeże w nim poniżonego krajana i podzieli się tym ze światem, by dzieło zaczęło powszechnie funkcjonować wśród widzów jako antypolskie. To co niepolityczne, może więc zostać upolitycznione wtórnie. 

Jest piątek, 20 lipca 2012 r., kiedy w miejscowości Aurora w stanie Kolorado, 25-letni James Holmes zabija 12 osób i rani 59 podczas premiery filmu „Mroczny rycerz powstaje”.  W kilka sekund kultowa seria, która kojarzyła się Amerykanom głównie ze znakomitą rozrywką, trafia w oko politycznego cyklonu i dyskusji o narodowym  bezpieczeństwie, terroryzmie i karze śmierci. Są nawet tacy, którzy uważają, że dalsze wyświetlanie filmu w kinach, z racji na jego terrorystyczne konotacje, byłoby amoralne.

Czasami o upolitycznieniu filmu decyduje przypadek w postaci szaleńca, który na amerykańskiej prowincji robi użytek z nieskrępowanego dostępu do broni. Czasami zaś uwikłanie to ma charakter intencjonalny. Powodem może być chociażby interpretacja. Pierwszy w historii polski film nagrodzony Oscarem – „Ida” Pawła Pawlikowskiego, nie wzbudziła powszechnej narodowej dumy, a stała się podstawą politycznego sporu o antysemityzm Polaków i antypolskość naszych kinowych twórców. Autor zaprzeczał takiemu odczytaniu dzieła, ale w obliczu ostrego sporu światopoglądowego, w którym film może być wykorzystany w politycznej walce, nie miało to większego znaczenia.

Podobny los spotkał chociażby Andrzeja Wajdę, najpierw gloryfikowanego przez  władzę ludową za (rzekomo) antykapitalistyczną „Ziemię obiecaną”, by później stać się pierwszym twórcą opozycji za (rzekomo) antysocjalistycznego „Człowieka z marmuru”.

Same czasy przełomu i wynikający zeń silny spór sprzyjają wtórnemu upolitycznianiu sztuki. Wynika to z polaryzacji opinii, radykalizacji poglądów i teorii spiskowych, które ożywają w niepewnych czasach. Kiedy pod koniec lat 40. XX wieku rozgorzało tzw. „polowanie na czarownice”, a więc próba wykrycia i ujawnienia sowieckiej agentury w Stanach Zjednoczonych, na ekrany kin wchodził obraz Franka Capry „To wspaniałe życie” („It`s a Wonderful Life”).

Z punktu widzenia dnia dzisiejszego film jawi się jako przykład kina familijnego wyraźnie nawiązującego do „Opowieści wigilijnej” Dickensa. Z pozoru niegroźna czy wręcz naiwna opowiastka o cudownym czasie bożonarodzeniowych świąt, przyciągnęła jednak uwagę FBI, które pod rządami Johna E. Hoovera aktywnie brała udział w infiltracji lewicujących twórców Hollywood.

Agencja zainteresowała się filmem i jego twórcami, w szczególności scenarzystami: Albertem Hackettem i Frances Goodrich. W raporcie Communist Infiltration in the Motion Picture Industry fragment dotyczący filmu “To wspaniałe życie” zawiera między innymi informacje na temat kontaktów twórców z osobami bliskimi środowiskom komunistycznym, a także analizę samego scenariusza pod kontem występowania w nim elementów antykapitalistycznych.

W szczególności analizowana jest postać Lionela Barrymora – zobrazowanego w filmie w sposób karykaturalny jako bezwzględny bankier, a także inne motywy, które agenci uznali za zakamuflowane treści prokomunistyczne. W ten sposób familijna opowieść o Świętach zmieniła się w niebezpieczną, sowiecką propagandę.

Jeśli możliwe było tak skrajne upolitycznienie wigilijnej opowieści, to czy istnieje sposób na obronę przed dorobieniem do jakiegokolwiek dzieła politycznej gęby? Wydaje się to ważny dylemat z punktu widzenia twórcy, który bynajmniej nie umarł. Bywa, że chciałby mieć coś do powiedzenia w kontekście wykonanej przez siebie pracy. Ale czy ma do tego prawo?

Interesującej typologii kina politycznego dokonał Peter J. Haas. Opiera się ona na dwóch kryteriach: intencji politycznej, przyświecającej twórcy dzieła, oraz zawartości politycznej, która dotyczy tego, czy treść filmu dotyczy klasycznie rozumianej polityki. Za pomocą tych kryteriów można strać się klasyfikować rozmaite filmy. Czy jednak zawsze możliwe jest dokonanie klasyfikacji danego obrazu w sposób nie budzący wątpliwości? Być może da się zaproponować celniejszą typologię? Czekamy na Wasze pomysły!

  1. Filip Biały
    Ocena komentarza

    Podczas wczorajszych zajęć wspominaliśmy o kilku kwestiach, m.in. o kontrowersji wokół Oscara przyznanego w 1999 r. Elii Kazanowi. Moment wręczenia nagrody reżyserowi można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=3YziNNCZeNs Proszę zwrócić uwagę, że kilka osób – w tym m.in. Nick Nolte oraz Ed Harris – nie przyłączają się do oklasków.

    Tu z kolei skecz kabaretowy pt. „Psy 3”: https://www.youtube.com/watch?v=Cd4Wt8-fqvc

  2. Ocena komentarza

    Według mnie nigdy nie da się zrobić dokładnej klasyfikacji, chociaż by z tego względu, że podejście autora może się różnić od odebrania filmu przez samych widzów. Jeśli reżyser wprowadza kwestie polityczne do filmu, ale nie wprost, myślę, że każda osoba odbierze je według swoich przekonań i doświadczeń. Więc odebranie tego samego filmu może być zupewnie inne. Co do klasyfikacji, ja przedstawiłabym to tak: 1) filmy polityczne (filmy bardziej autobiograficzne, które pokazują prawdziwą historię działaczy politycznych, np. „Żelazna Dama”); 2) fikcyjne historie polityczne (gdzie jest polityka, ale wymyślona, np. „House of Cards”); 3) społeczno-polityczne (gdzie polityka jest na tle wydarzeń, np. „It’s wonderful life”).

    1. Filip Biały
      Ocena komentarza

      Pamiętać należy, że tworzenie klasyfikacji i typologii nigdy nie doprowadzi do przedstawienia propozycji, która wszystkich usatysfakcjonuje. Nie to jednak jest celem. Typologie i klasyfikacje rozmaitych zjawisk mają służyć uwypukleniu pewnego aspektu badanego przedmiotu – w tym przypadku filmu. Dlatego zastanowić należy się zawsze, co chcemy daną klasyfikacją bądź typologią pokazać.

      Peter J. Haas skupił się na intencji autorskiej oraz zawartości politycznej dzieła. Pani propozycja łączy inne kryteria: autentyczności lub fikcyjności przedstawionych wydarzeń, a także pierwszo- lub drugoplanowości kwestii politycznych w przedstawionej akcji. Trzeba by teraz zastanowić się, czy różne inne przykłady filmów można za pomocą tych kryteriów odpowiednio sklasyfikować. Wracamy tu jednak do tematu naszego pierwszego spotkania, tzn. musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, co to jest polityka? Zdaje się Pani sugerować, że powinna być ona rozumiana tradycyjnie, tzn. jako sfera związana z działaniami władzy publicznej.

      Cóż jednak będzie, jeśli przyjmiemy odmienne rozumienie polityki? Niektórzy twierdzą, że to, co widzimy w parlamencie czy w innych miejscach, które tradycyjnie kojarzymy z polityką, to tak naprawdę tylko „blade odbicie” prawdziwiej polityki, której rzeczywistą formą jest skrajny konflikt. Inni z kolei powiedzą, że istotą polityki jest formowanie umysłów przyszłych obywateli, np. poprzez system edukacji. Okaże się wtedy, że najbardziej politycznym filmem będzie „Stowarzyszenie umarłych poetów” 🙂

  3. Ocena komentarza

    Po pierwsze, celne wydaje mi się pytanie Pana Doktora: „czy istnieje sposób na obronę przed dorobieniem do jakiegokolwiek dzieła politycznej gęby?” Moim zdaniem, zjawisko walki politycznej za pomocą dzieł sztuki (zarówno filmowej, jak i teatralnej, co obserwujemy aktualnie na przykładzie spektaklu „Klątwa”) jest czymś w pełni naturalnym i wpisanym w schemat debaty publicznej. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo razi mnie szufladkowanie filmów za pomocą lakonicznych określeń „antypolski”, „antysemicki”, „lewacki”, „rasistowski”, et cetera, ponieważ uważam, że najważniejsze w odbiorze filmu jest towarzyszenie bohaterom i współprzeżywanie ich historii.
    Uważam, że wszelkie próby klasyfikacji filmów pod względem ich „polityczności” zawsze będą wzbudzały pewne wątpliwości. (Nawet, gdy będziemy mieli do czynienia z tak przejrzystym schematem, jak typologia według Petera J. Haasa). Ze względu na wszystkie czynniki, które próbowaliśmy nakreślić na zajęciach: scenariusz, prawdziwe intencje twórcy, okres premiery, aktualne wydarzenia, prywatne poglądy polityczne reżysera, czy aktorów oraz wiele innych, bezsprzeczne przyporządkowanie konkretnych filmów do jednej z tych 4 kategorii jest, w moim odczuciu, po prostu niemożliwe.

    1. Ocena komentarza

      Podczas studiów doktoranckich miałem wrażenie, że cały świat da się przedstawić na bazie schematu trójkąta, wykorzystywanego namiętnie podczas mało zajmujących wykładów. Wszelkie klasyfikacje są rzecz jasna obarczone grzechem schematyczności. Wszystko co nietypowe będzie wymykało się ich zasadom. Ich często niedocenianą zaletą jest jednak pewna zabawa intelektualna, która zmusza nas do drążenia faktów czy zanurzenia się w kontekst dzieła; zadawania sobie i innym pytań (może być to punkt wyjścia do wielogodzinnych dyskusji!). I jako takie je polecam: także na kolejne zajęcia!

      1. Ocena komentarza

        Rozumiem, zgadzam się w pełni, dlatego szukanie przykładów, którymi moglibyśmy uzupełnić model Haasa, bardzo mi się podobało. Jednak w moim komentarzu chciałam podkreślić, że szufladkowanie dzieł, w mojej ocenie, jest nieco krzywdzące.

  4. Ocena komentarza

    Model Haasa, jak chyba każdy model, dość solidnie upraszcza rzeczywistość. Ma to swoje zalety, ale też wady – główną jest jego sztywność. Problemem sztuki (i jednocześnie atutem) jest fakt, że każdy może to samo dzieło oceniać w kompletnie inny sposób. W związku z tym trudno zaproponować model alternatywny, bo mimo wszystko nie będzie on dostatecznie elastyczny. W ostatnim czasie na przykład zaczęły się pojawiać liczne głosy o upolitycznieniu hollywoodzkich blockbusterów, choć oczywiście polityczne motywy typu „wspaniali Amerykanie i ich prezydent zawsze uratują świat przed zagrożeniem” nie są akurat niczym nowym w tym gatunku. Przypomina mi się natomiast dyskusja o ostatniej części Gwiezdnych Wojen, gdzie w jednej z ról zatrudniono czarnoskórego aktora. Już po pierwszym zwiastunie filmu twórców oskarżono o promowanie politycznej poprawności (kolejny obok „lewactwa” zwrot oznaczający wszystko i zarazem nic) i zapowiadano bojkot. Z podobnymi zarzutami można się było spotkać przy remake’u Siedmiu Wspaniałych, gdzie wystąpili czarnoskóry Denzel Washington i Koreańczyk Byung-hun Lee. Ponownie twórcom zarzucono promowanie politycznej poprawności i ideologii multi-kulti. O tym, że w oryginale wystąpili, niczym w dowcipie, Polak, Niemiec i Rosjanin wie zapewne niewielu. Oba filmy nie znalazłyby się raczej w modelu Haasa, a mimo wszystko towarzyszyły im jednak dyskusje polityczne.

  5. Ocena komentarza

    Nawiązując do poruszonego na zajęciach filmu pt. „Ida” warto zauważyć, iż szufladkowanie stało się de facto częścią filmu. Z jednej strony głoszona „antypolskość” ww. dzieła przełożyła się na liczbę widzów, jak i z pewnością wpłynęła na liczbę zdobytych nagród (nagroda jako wyraz poparcia walki z daną frakcją polityczną/cenzurą?) . Z drugiej strony nigdy nie możemy mieć pewności co do intencji autora. Mówi się, iż sztuka jest po to, by poruszać trudne tematy – tak więc, czy nie powinniśmy w klasyfikacji obejmować nie tyle intencje polityczne, a fakt jak politycznie został zaangażowany przez odbiorców? To trochę tak jak z obrazą uczuć religijnych – czy liczą się nasze intencje, czy odczucia poszczególnych osób?

    1. Filip Biały
      Ocena komentarza

      Koniecznie musimy poruszyć problem, o którym Pan pisze, na naszych zajęciach! Istotą rozważań nad politycznością filmu (i sztuki w ogóle) jest bowiem pytanie, czy powinniśmy przedmiotem naszych analiz czynić to czy inne dzieło, czy raczej to, w jaki sposób jest ono odczytywane przez odbiorców? Osobiście skłaniam się ku tej drugiej opcji – przedmiotem namysłu w naukach społecznych powinny być przede wszystkim zróżnicowane interpretacje, a nie samo dzieło. Innymi słowy, w kontekście naszych zajęć, powinniśmy starać się klasyfikować pod względem polityczności nie filmy, a pojawiające się interpretacje tych filmów.

  6. Ocena komentarza

    Myślę, że typologia Haasa jest bardzo dobra i być może najbliżej ideału, gdyż jeśli chodzi o klasyfikację filmu politycznego to właśnie zawartość polityczna oraz intencja polityczna twórcy odgrywają najważniejszą rolę. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że bardzo często twórcy nie są w stanie przewidzieć tego, że mało polityczny film pod względem zawartości czy intencji może bardzo szybko stać się bardzo polityczny ze względu na jakieś wydarzenie, któremu akurat towarzyszy. Pokazują to doskonale wszystkie te przykłady zawarte w artykule, a dzieje się tak poniekąd dlatego, że polityka dla każdego może być czymś innym i dotyka ona w zasadzie wszystkie strefy naszego życia. Nie jest więc za bardzo możliwe, aby stworzyć film, który tej polityki nie dotyka – może jej być w filmie mało, nie taka musi być intencja twórcy, natomiast to wszystko nie zmienia faktu, że każdy film ma w sobie choć cząstkę polityki – i choćby dlatego wydaje mi się, że nie ma sposobu na dorobienie do danego dzieła wspomnianej politycznej gęby. No bo jeśli ktoś bardzo się postara to tę gębę dorobi, tak jak miało to miejsce w przypadku filmu „To wspaniałe życie”. Jedyne, czego w klasyfikacji Haasa może więc brakować to właśnie ta otoczka towarzysząca danemu dzieło albo raczej mówiąc ściślej odbiór, z jakim dzieło się spotka, a który pozwala te gęby dorysowywać.

  7. Ocena komentarza

    Choć schemat stworzony przez Petera J. Haasa wydaje się bardzo trafny, to moim zdaniem nie da się stworzyć klasyfikacji, która nie będzie budzić żadnych wątpliwości, chociażby dlatego że każdy schemat jest uproszczeniem pewnych myśli, co może sprawiać, że jeden film może pasować do wielu kategorii. Wszystko też jest zależne od tego kto będzie przyporządkowywać filmy, gdyż dla jednej osoby film może być całkowicie apolityczny, zaś dla kogoś innego może poruszać jednak aspekty, które łączą się z polityką.

  8. Ocena komentarza

    Podzielam zdanie kolegów powyżej. Schemat przygotowany przez Petera J. Haasa uwzględnia tylko stronę twórcy filmu: czy jego intencja polityczna była silna czy słaba, w jaki sposób chciał przekazać tą polityczną zawartość. Nie bierze pod uwagę jednak strony widza czy też nieprzewidzianych zdarzeń (takich jak przywoływany w artykule atak terrorystyczny podczas premiery filmu). Owszem, taki schemat jest niemożliwy do stworzenia (głównie ze względu na ową nieprzewidywalność zdarzeń, wolność interpretacji dzieła, różnorodność poglądów). Byłby jednak idealny.
    Czy da się stworzyć film nieposiadający żadnych oznak politycznych? Według mnie w dzisiejszych czasach jest to niemożliwe (w sumie patrząc z perspektywy czasu, nigdy nie było możliwe). Polityka tak silnie oddziałuje na nasze życie, jest wszechobecna, że nie jesteśmy w stanie się jej pozbyć. Wręcz, wszędzie się jej doszukujemy: w każdym wydarzeniu/serialu/filmie/osobie widzimy spisek, próbę propagandy, wpływu politycznego, osiągnięcia głęboko ukrytych korzyści politycznych. Czy istnieje nadinterpretacja? Pewnie, że tak! Ale wolność słowa i wyrażania swoich poglądów nam to zapewnia. Czy może się tak zdarzyć, że zwykłą komedię czy kreskówkę będziemy postrzegać w kategoriach filmu z zawartością polityczną? Śmiało można uznać, że tak! Polecam obejrzeć „Zwierzogród” – zwykły film animowany, a jak wiele w nim polityki.

    1. Ocena komentarza

      To też ciekawy motyw, a więc polityczność kina skierowanego do najmłodszego widza, a takim filmem bez wątpienia jest nagrodzona Oscarem przytoczona „Zootopia”. Zacytuję tylko w ramach ciekawostki komentarz Michała Walkiewicza do filmu z Filmweb, aby uzmysłowić, jak nasycony polityką jest ten obraz: „Jest tu szczypta melodramatu, jest nuta science fiction i horroru, a nawet kino gangsterskie czerpiące pełnymi garściami z klasyków w rodzaju „Ojca chrzestnego”. Żonglerka podobnymi motywami imponuje, zwłaszcza że każdy z nich zostaje inteligentnie wpleciony w fabularną tkankę: raz będzie to zaskakujące mrugnięcie okiem do fanów włoskiego neorealizmu, kiedy indziej – celny, feministyczny komentarz.”. To skłania do ciekawego pytania o cel podobnych wątków w tym typie kina!

Dodaj komentarz