Mały Tramp i Wielki Dyktator

Ulicą biegnie człowiek. Nagle potyka się i upada. Przechodnie wybuchają śmiechem. Dlaczego cudze nieszczęście ich rozbawiło?

„Śmiech wziął się stąd”, pisał filozof Henri Bergson, z którego książki pt. Śmiech pochodzi ten przykład, „że on znalazł się na ziemi mimowolnie. Śmieszy nie tyle nagła u niego zmiana postawy, mimowolność tej zmiany; śmieszy jego niezdarność. Prawdopodobnie kamień leżał na drodze. Trzeba było zmienić krok lub wyminąć przeszkodę. Atoli przez brak gibkości, przez roztargnienie, upór ciała, wskutek usztywnienia lub nabranego rozpędu, mięśnie wykonywały nadal te same ruchy, gdy nowe okoliczności żądały czegoś innego. Dlatego ów człowiek upadł i roześmieli się przechodnie”.

Henri Bergson (1859-1941) – wybitny francuski filozof, laureat Nagrody Nobla z literatury (1927).

Jeśli powyższe rozumienie komizmu odniesiemy do sytuacji z życia i z ekranu, okaże się, że rzeczywiście najczęściej to właśnie czyjaś sztywność – zarówno fizyczna jak i psychiczna czy intelektualna – wywołuje nasz śmiech. Na tym efekcie opiera się komedia slapstickowa, której bohaterowie wydają się być pozbawieni kontroli nad swoimi ciałami: nieustannie ktoś się przewraca, ktoś spada z drabiny, ktoś się z kimś zderza. Zamiast świadomych istot ludzkich, widzimy raczej bezwolne kule bilardowe, podlegające mechanicznym prawom fizyki.

Odwołując się do koncepcji Bergsona opisać można także polityczny aspekt śmiechu. Dla francuskiego autora śmiech jest reakcją na czyjeś niewłaściwe zachowanie – a zatem także sygnałem dla tego, z kogo się śmiejemy, że powinien dopasować się do społecznych oczekiwań. Fakt, że śmiech jest rodzajem przywołania do porządku, ujawnia jego nieco mroczniejszą i mniej niewinną stronę: jest wyrazem poczucia wyższości, obrzydzenia, pogardy, a nawet nienawiści. Dostrzegali to tacy filozofowie jak Kartezjusz czy Hobbes. I doskonale rozumieją to ci politycy, którzy starają się cenzurować naśmiewających się z nich komików, obawiając się, że osłabiają oni autorytet władzy.

Świetnie pokazuje to historia powstania Dyktatora Charliego Chaplina. Kiedy pod koniec lat 30. słynny komik wyraził chęć nakręcenia filmu, który miał być drwiną z Hitlera, spotkał się wrogą reakcją. Środowisko filmowe w Hollywood, w obawie o interesy, nie było zainteresowane rozdrażnianiem niemieckiego przywódcy. Nieprzychylna była także reakcja Wielkiej Brytanii, prowadzącej wówczas politykę appeasementu wobec III Rzeszy. Chaplin – przez niemieckie władze później demaskowany (zresztą niezgodnie z prawdą) jako Żyd – zmuszony był film sfinansować z własnej kieszeni.

W Stanach Zjednoczonych przed II wojną światową niezwykle silne były nie tylko stronnictwa izolacjonistyczne, głoszące hasło „America First” (ostatnio podchwycone przez Donalda Trumpa), lecz także otwarcie wyznające ideologię nazistowską. Przedstawiciele tych środowisk, w tym np. Henry Ford, wyrażali sympatię wobec Niemiec i wciąż prowadzili z nimi interesy. W swojej autobiografii Chaplin opisuje, że już po rozpoczęciu kręcenia Dyktatora napływać do niego zaczęły listy z pogróżami. „W niektórych z nich grożono podrzucaniem śmierdzących bomb do sali kinowej i ostrzelaniem ekranu, gdziekolwiek film będzie pokazywany, inni straszyli wszczęciem zamieszek”, wspomina.

Chaplin obawiał się, że w takiej atmosferze jego film może sobie nie poradzić. Uspokoiło go dopiero poparcie samego prezydenta Franklina Roosevelta. Film, wyświetlany w zaledwie dwóch nowojorskich kinach, okazał się wielkim sukcesem frekwencyjnym. Pokazywany był także w nękanym niemieckimi nalotami Londynie. I choć obraz, z perspektywy czasu, uznano za wizjonerski, Chaplin pisze w swojej książce, że gdyby wiedział o skali zbrodni popełnionej wobec Żydów, Dyktatora nigdy by nie nakręcił.

Nawet jednak sympatia prezydenta nie ochroniła Chaplina przed reakcją ze strony FBI, które – pod wodzą Edgara Hoovera – obserwowało poczynania artysty już od lat 20. Jego manifestowane otwarcie lewicowe poglądy spowodowały, że kilka lat po wojnie cofnięto mu prawo pobytu w Stanach Zjednoczonych. Chaplin osiadł w Szwajcarii, filmy kręcił coraz bardziej sporadycznie i nigdy już nie osiągnął sukcesu porównywalnego z przedwojennymi obrazami.

Jeśli teraz przyjrzymy się metodom zastosowanym w Dyktatorze, odkryjemy, że większość z nich opiera się na dokładnie tych samych zasadach, co we wcześniejszych, slapstickowych komediach z czasu kina niemego. Wiele gagów wizualnych, takich jak sceny pogoni nazistów za fryzjerem w żydowskim getcie, powiela motywy znane z poprzednich filmów Chaplina. Scena, gdy uderzony patelnią w głowę bohater wykonuje zabawny taniec wzdłuż ulicy getta, zgadza się z opisanym wyżej komicznym efektem, wywoływanym przez automatyzm czyichś ruchów. Podobnie jak scena w zakładzie fryzjerskim, kiedy roztargniony bohater, zamiast ostrzyc Hannę, przygotowuję ją do… golenia brody.

Podobnie wyśmiewany jest dyktator Hynkel. Chaplin parodiuje doskonale oratorską manierę Hitlera, wygłaszając abstrakcyjną przemowę w języku przypominającym niemiecki, która ostatecznie przemienia się w pokasływanie. Slapstickowa jest także scena przybycia sojuszniczego przywódcy Napaloniego (oczywistej parodii Benita Mussoliniego), kiedy Hynkel ze świtą starają się bezskutecznie we właściwym miejscu peronu rozwinąć czerwony dywan.

Okazuje się zatem, że mechanizm humoru politycznego w Dyktatorze jest ten sam, co humoru dowolnego rodzaju – odmienna jest jedynie tematyka.

Spróbujmy zastanowić się nad przykładami filmów, seriali, albo i programów telewizyjnych, w których humor użyty jest jako oręże krytyki władzy. Czy potrafimy wyjaśnić, na jakiej zasadzie dziają mechnizmy ośmieszania? Czy rzeczywiście ów humor służy zawsze wywołaniu negatywnego uczucia wobec danych polityków? A może ich także uczłowiecza? To ostatnie czyniłoby komików – zwłaszcza w reżimach autorytarnych i totalitarnych – swego rodzaju sojusznikami ludzi władzy. Czekamy na Wasze komentarze!

  1. Ocena komentarza

    Ośmieszanie w satyrze politycznej ma na celu, przynajmniej moim zdaniem, oswojenie zwykłych ludzi z władzą i skrytykowanie przywar związanych z posiadaniem władzy. Poniekąd takie uczłowieczenie można zaobserwować nie tylko w satyrze proreżimowej. W antyreżimowej chodzi o zdjęcie postaci rządzących z cokołu i zrównanie ich z ziemią oraz pokazanie, że są to zwykli ludzie, którym często nie wyszło we wcześniejszym życiu, a nie wielcy bogowie. Dlatego tak ciężko było Adolfowi Hitlerowi znieść film „Dyktator” i dlatego nie wolno żartować w Rosji z Władimira Putina To nie zwykli politycy, ale imperatorzy potężnych państw i postaci z panteonu, przynajmniej ich zdaniem. Satyra opowiadająca się wyraźnie za którąś za rządzącymi także stara się ich przybliżyć swoim poddanym, ale robi to w taki sposób, że jeszcze bardziej pokazuje ich jako ludzi bez wad lub tylko lekko ich smaga. Przykładem może być legendarne „Studio Yayo”, gdzie niby śmiano się z partii rządzącej, ale bardzo delikatnie, co aż ocierało się o działania PR. Widzowie nie „kupili” tego programu i dość szybko został on zdjęty z anteny. Obywatele, zwłaszcza w Polsce, lubią być przeciwko władzy i wszelki przejaw sztuki w służbie władzy (a satyra sztuką jest) spotyka się ze sporą niechęcią, często nawet wśród zwolenników. Społeczny odbiór Studia Yayo czy Jana Pietrzaka stanowi chyba dość dobry dowód na potwierdzenie tej tezy.
    Czasem również całkowicie poważna propaganda w niezamierzony sposób potrafi stać się swoją autoparodią, ale to chyba nie jest zagadnienie związane z tematem.

    1. Filip Biały

      Ocena komentarza

      Rzeczywiście na mechanizm „uczłowieczania” rządzących przez satyryków trzeba spojrzeć także z drugiej strony – swoistego odbierania im „boskości”, do której wielu z nich pretenduje. „Studio Yayo” jest z kolei przypadkiem o tyle ciekawym, że sami jego twórcy wydawali się świadomie tworzyć program, który przeginał z wiernopoddańczością: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20404619,studio-yayo-jestesmy-coraz-gorsi-czyli-coraz-lepsi-jesli.html

  2. Ocena komentarza

    Jak mówiłam na zajęciach, dla mnie absolutnym hitem satyry politycznej w obecnym momencie nie jest „Ucho Prezesa”, a dwa fanpage’e: „Piękni chłopcy prawicy” oraz „1001 powodów, aby pokochać Prezydenta Andrzeja”. W obu przypadkach mechanizm ośmieszenia polega na wyrwaniu bohatera z jego środowiska naturalnego (czyli od rzeczywistości politycznej i oficjalnych występów publicznych) i przedstawieniu go w absurdalnych okolicznościach wybranych na zasadzie kontrastu z jego dotychczasowym wizerunkiem albo przejaskrawienia pewnych cech. Myślę, że w tym przypadku w pewnym stopniu może to uczłowieczać polityków i niwelować dystans, jaki do nich mamy, jednak tylko prawdziwy spiskowiec uznałby fejsbukowych satyryków za sojuszników rządzących.
    Jednak pytanie padło o filmy, seriale i programy. Tym razem znowu zaproponuję polskie podwórko i rodzime przykłady. Świetnym przejawem satyry politycznej jest oczywiście niezapomniany kabaret TEY, krytykujący w swoich programach władze PRL. Absurdy minionego ustroju wyśmiewał również w swojej twórczości wymieniony przez nas na zajęciach reżyser Stanisław Bareja (dla mnie najtrafniejszym przykładem jest serial „Alternatywy 4”, który zapamiętałam najlepiej). Jeśli miałabym natomiast wskazać satyryczny program stworzony na potrzeby władzy i ściśle przez nią kontrolowany, to napisałabym o szopkach noworocznych lat 60. i 70. Były to widowiska, w których satyra polityczna mieszała się z partyjną propagandą, docierającą do społeczeństwa pod płaszczykiem humorystycznej krytyki. W tym momencie nie sposób nie wspomnieć o programie Jacka Fedorowicza (współtwórcy szopek noworocznych) „Dziennik Telewizyjny”, który w latach 1995-2005 prezentował aktualne wydarzenia polityczne w krzywym zwierciadle.

    1. Filip Biały

      Ocena komentarza

      Wskazała Pani szereg ważnych przykładów satyry politycznej nie tylko ostatnich dekad. Ja dorzuciłbym jeszcze np. monologi Jerzego Kryszka, który wcielał się m.in. w Lecha Wałęsę czy Adama Michnika (np. https://www.youtube.com/watch?v=rwXfOA7AWmo). Wydawałoby się, że tak bogata tradycja powinna dziś owocować czymś więcej niż tylko dość osamotnionym „Uchem prezesa”. Tymczasem dobrej satyry politycznej, która komentowałaby bieżące wydarzenia, wciąż w naszym kraju brakuje. W Stanach Zjednoczonych polityka i politycy wyśmiewani są nieustannie w wiodących programach rozrywkowych. Mam na myśli nie tylko „The Daily Show”, prowadzone przez długie lata przez Jona Stewarta, a dziś przez Trevora Noah, lecz także programy Stephena Colberta, Setha Meyersa, a także Samanthy Bee. W ostatnich miesiącach słynna jest też parodia Donalda Trumpa wykonywana przez Aleca Baldwina w programie „Saturday Night Live”.

      Innym jeszcze przykładem znaczenia amerykańskiej satyry politycznej jest doroczny obiad wydawany przez korespondentów akredytowanych przy Białym Domu. Tradycyjnie pojawiał się na nim prezydent, który bardzo często był obśmiewany przez zaproszonego satyryka. Klasyczny pod tym względem jest występ Stephena Colberta:

      https://www.youtube.com/watch?v=2X93u3anTco

      W tym roku Donald Trump zapowiedział już, że nie zaszczyci swoim udziałem tego wydarzenia. Chyba nic dziwnego, jeśli przypomnimy sobie, że kilka lat temu został on brutalnie wyszydzony przy okazji jednego z obiadów przez Setha Meyersa:

  3. Ocena komentarza

    Myślę, że humor jako krytyka władzy to przede wszystkim różnego rodzaju kabarety – nie tylko satyra jak „Ucho Prezesa”, ale przeróżnego rodzaju występy sceniczne na kabaretonach czy festiwalach. Wszak podłoże polityczne jest bardzo „żyzne”, jeśli chodzi o różnego rodzaju żarty. No bo choć wiele osób otwarcie deklaruje, że z polityką nie ma nic wspólnego, ani też się nią nie interesuje to przynajmniej z telewizji czy radia słyszy o różnych sytuacjach i postaciach, dlatego też potrafi odnieść zasłyszane żarty do rzeczywistości. Same żarty najczęściej ukazują pewnego rodzaju absurdy władzy oraz jej działań, próbują przerysować różne sytuacje. Jeśli natomiast chodzi o „uczłowieczenie” polityków to wydaję mi się, że jednak bardziej chodzi tutaj o taki fakt, że polityków stara się przedstawić w zupełnie innym świetle, niejako oderwać ich trochę od tej władzy i pokazać, że to też są ludzie, tak samo jak komik czy widz.

    Znacznie więcej przykładów dobrej satyry politycznej znajdziemy za Oceanem, gdzie jest to najczęściej po prostu stały punkt programów rozrywkowych. Komicy, stand-uperzy czy aktorzy – z polityki i polityków żartują sobie wszyscy. Jeśli natomiast chodzi o filmy to mi do głowy przyszedł przede wszystkim „Człowiek roku” z Robinem Williamsem w roli głównej, a więc dzieło opowiadające z jednej strony właśnie o tym, jak… komik zostaje prezydentem USA, a z drugiej strony przedstawia bardzo ciekawe i niestety gorzkie spojrzenie na współczesną demokrację.

  4. Ocena komentarza

    W moim odczuciu mechanizmy ośmieszania przede wszystkim, to wyolbrzymienie pewnych cech danej osoby, pokazanie jej wad i zachowań, które są często przerysowane. Ukazana nieudolność czy tak, jak w przypadku „Dyktatora” charakterystyczna maniera Hitlera powoduje rozbawienie widza, który zaczyna dostrzegać daną osobę czy sytuację w trochę innym położeniu. Filmy satyryczne mają ze swej definicji ośmieszać i pokazywać świat w krzywym zwierciadle, więc raczej trudno, by mogły bardzo wizerunek ocieplić. Jeśli widz nie jest zwolennikiem danego polityka, to satyra raczej utwierdzi jego przekonania odnośnie tego człowieka, a możliwość wyśmiania danej, nielubianej osoby będzie świetną rozrywką. Aktualnie bardzo często stand-uperzy (np. Abelard Giza czy Kacper Ruciński) wyśmiewają polityków w swoich wystąpieniach, np. https://www.youtube.com/watch?v=OJ3RB530o3s. Świetnymi przykładami są też filmy ukazujące Polskę za czasów PRL-u, takie jak serial „Alternatywy 4”czy film „Rozmowy kontrolowane”.

  5. Ocena komentarza

    Chociaż dziś być może funkcjonuje to już w mniejszym stopniu, niegdyś – za czasów Polski Ludowej – satyra i żartowanie sobie z życia politycznego było chyba jedną z niewielu możliwości, aby ten system uczynić sobie bardziej ludzkim i znośnym. Miś, Co mi zrobisz jak mnie złapiesz i inne komedie tamtego okresu zawierają gdzieś ukrytą – czasami mniej, czasami bardziej – satyrę z ówcześnie panujących warunków, które zapewniała Polakom władza socjalistyczna. Czy stawiało to twórców tych filmów w roli sojusznika władzy? Niekoniecznie, biorąc pod uwagę że film nie jest tworzony dla rządzących, a dla społeczeństwa. Jeżeli film spełnia swoją rolę względem niego, to najwyrażniej pozostaje zaakceptować skutki uboczne w postaci ocieplenia wizerunku niekoniecznie dobrej władzy.

  6. Ocena komentarza

    Przykładami takich filmów/seriali może być „Kariera Nikosia Dyzmy”, czy „Ucho Prezesa”. Mechanizmy ośmieszania polegają na hiperbolizowaniu przywar poszczególnych osób będących u władzy, czy też wyśmiewaniu ich kompetencji, a przez to i drogi do stanowisk politycznych. Wydaje się, iż humor ten nie musi prowadzić do negatywnego postrzegania polityków. „Ucho Prezesa” uczłowieczyło p. Kaczyńskiego, jednocześnie prowadząc do poniżenia Andrzeja Dudy i jego decyzyjności. „Kariera Nikosia Dyzmy” wykpiła natomiast realia polskiej polityki. Czy pokazany tam obraz ministrów nie wydaje się pokrywać nieco z rzeczywistością – https://www.youtube.com/watch?v=awkXgR-0z2M ?

Dodaj komentarz