Czy stworzyliśmy potwora?

Polityka przez swoją zakulisowość od zawsze fascynowała ludzi, którzy próbowali wejrzeć za kotarę i odpowiedzieć na pytanie: na czym ona „praktycznie” polega? Czy jest brudna? Czy służy ludziom? Czy oparta jest na kłamstwie? Od kiedy za kulisami pojawiła się kamera, odpowiedź na te pytania z pewnością nie stała się prostsza. Sceny z taśmy filmowej silnie pobudziły za to naszą wyobraźnię.

Orson Welles miał kiedyś powiedzieć o polityce: We Włoszech przez 30 lat rządów Borgiów mieli wojnę, terror, mord i rozlew krwi. Zrodzili Michała Anioła, Leonarda da Vinci i renesans. W Szwajcarii mieli braterską miłość, pięćset lat demokracji i pokoju i co zrodzili? Zegar z kukułką.

Ze słów wielkiego mistrza i prowokatora amerykańskiego kina wynikać może, że polityka, chociaż w najbardziej brutalnym swym wydaniu, jest kołem zamachowym historii  i rozwoju. Kiedy patrzymy na imponujący pałac Kane’a ma się wrażenie, iż istotnie, polityka, władza i determinacja mogą być źródłem imponujących osiągnięć. Ale czy koszty nie są zbyt wysokie?

Umierający w samotności Charles Foster Kane, tytułowa postać jednego z arcydzieł amerykańskiego kina lat 40., jest jednym z licznych ucieleśnień tego dylematu. Z jednej strony wielki indywidualista i populista, który przegrywa swoją wojnę, ale i wciąga w nią innych. Wizjoner, ale także magnat i megaloman, który zbudował swoją potęgę na pogardzie dla drugiego człowieka. Czy czegoś nam to nie przypomina?

Kino, w szczególności amerykańskie, od zarania swych dziejów stara się odpowiedzieć na pytanie: na ile politycy reprezentują nasze interesy, na ile są wyrazicielem interesu (waszyngtońskich) elit. W filmie Mr. Smith Goes to Washington (1939) Frank Capra pokazuje nam historię „zwykłego człowieka”, który trafiając na Kapitol zderza się z polityką uprawianą w interesie samych polityków. Młody, pełen ideałów Smith (everyman?) z punktu widzenia dzisiejszych standardów polityki wydaje się pożałowania godnym naiwniakiem, a sam obraz pobożnym życzeniem w stosunku do brutalnej rzeczywistości. Jeśli jednak spojrzymy na kontekst (okres po wielkim kryzysie), obraz wyda się emanacją polityki New Dealu, pochylającą się nad trudnym losem człowieka z jego przyziemnymi problemami. Czy tacy byli politycy nowego ładu, czy takimi Capra chciałby ich widzieć?

Próba sportretowania polityka bywa komentarzem do rzeczywistości, krytyką, próbą wykreowania wzorca postępowania, mniej lub bardziej zawoalowaną biografią, ale i próbą wejścia w umysł i diagnozy politycznego myślenia.

A może jest zupełnie odwrotnie? Może to film staje się projekcją i wzorcem dla polityków i wyborców tworząc pewne wyobrażenia na temat tego, co dzieje się za kurtyną? Obserwując seriale polityczne ostatnich lat ma się wrażenie, że polityka staje się coraz bardziej brutalna i bezwzględna; polityk nie jest już nawet przebiegłym makiawelicznym księciem – staje się bezwzględnym orędownikiem własnych interesów. Tak jak serial The West Wing (1999-2006) pokazuje partyjne gry w sposób jeszcze dość subtelny, tak Frank Underwood jest już bezwzględnym i wyrachowanym amerykańskim prezydentem-mordercą (sic!).

Jednakże sposób jego przedstawiania wzbudza przecież naszą, nieco skrywaną, sympatię. Frank jest inteligentny, błyskotliwy i skuteczny. Uosabia więc wszystko to czego od współczesnego polityka oczekujemy: telegeniczność, konsekwencję w działaniu i pełne poświęcenie realizowanemu celowi (jakikolwiek by on nie były). Czy ten uroczy morderca, to przypadkiem nie polityczny Frankenstein, którego stworzyliśmy i polubiliśmy, a teraz nie wiemy jak się go pozbyć? Czy z Białego Domu i innych rozrzuconych po świecie „domów władzy” nie patrzy na nas z nieskrywaną satysfakcją Frank-Foster-Trump?

  1. Filip Biały
    Ocena komentarza

    Rozmyślając zarówno o naszej własnej fascynacji bohaterami kina politycznego, jak i o nich samych, warto odwołać się do kategorii psychoanalizy. W wydaniu Zygmunta Freuda trzy podstawowe pojęcia to id, ego i superego. Oznaczają one poszczególne elementy ludzkiej jaźni: ego to najbardziej podstawowe popędy (zwłaszcza seksualne), superego to normy społeczne, zaś ego to racjonalna część naszej osobowości, która usiłuje żądze ego wyrazić w sposób zgodny z normami społecznymi. Przez pryzmat tych pojęć można spróbować przeanalizować zachowania poszczególnych bohaterów kina.

    Jeśli zastanawiać będziemy się nad tym, co motywowało Charlesa Fostera Kane’a, odwołamy się także do szkoły psychoanalizy Jacquesa Lacana. Dowodził on z kolei, że każdy człowiek dąży do uzyskania kompletnego wyobrażenia o sobie samym. Stawiał zatem tezę o pierwotnym braku w każdym i każdej z nas. W przypadku Kane’a bardzo wyraźnie stwierdzić możemy, że szereg jego działań miało na celu uzupełnić deficyt miłości, którego doświadczył z chwilą separacji z matką.

    Spróbujmy zastanowić się, jak jeszcze psychoanaliza może pomóc nam w wyjaśnieniu zachowania Kane’a oraz innych bohaterów kina politycznego – zarówno „idealistów” (takich jak bohater filmu „Pan Smith jedzie do Waszyngtonu” czy prezydenta Josiaha Bartleta z serialu „The West Wing”) jak i „cyników” (Francisa Uruqharta i Franka Underwooda z dwówch wersji „House of Cards”).

  2. Ocena komentarza

    Zastanawiając się nad tym, co motywowało Charlesa Fostera Kane’a warto przyjrzeć się jego dzieciństwu, jako kilkuletnie dziecko jest krzywdzony przez swojego ojca, został wychowany przez bank, w miejscu, do którego nigdy nie pasował i z którym nie potrafił się utożsamić. Jak każde dziecko potrzebował matczynej miłości, której nie zaznał, stąd zapewne jako dorosły mężczyzna również nie potrafił kochać, co pokazują chociażby relacje z jego żonami czy to jak ubiegał się o miłość i uznanie swych wyborców. Na początku Kane wydawał się być postacią wierną pewnym ideałom, które pod koniec filmu upadają i które to sam bohater niszczy przez, co umiera samotnie. Można więc powiedzieć, że zachłanność bohatera, pieniądze i władza zmieniła go w kogoś kim stać się nie chciał. Natomiast próbując odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule artykułu, warto przyjrzeć się postaci Franka Underwooda, który mimo że jest negatywną postacią zyskał miłość fanów serialu „house of cards”, poniekąd każdy trochę chciałby być jak on. Można więc postawić tezę, że faktycznie na własne życzenie stworzyliśmy „potwora”, bo mimo że nie akceptujemy postępowania Underwooda, to ciągnie nas do postaci tego typu.

    1. Ocena komentarza

      Nie tylko – jak pisze Pani – „ciągnie nas”, ale może robimy kolejny krok, którym (być może) przekraczamy granicę urwiska. Swoją sympatią do różnych „Franków” może stwarzamy na nich popyt, ale już nie w kinie a w polityce jak najbardziej rzeczywistej. Czy bez F.U. (i jemu podobnych) mógłby na scenie pojawić się Donald Trump?

  3. Ocena komentarza

    Fakt, że polityka jest brutalna i bezwzględna nie jest nowością. Odpowiadając na pytanie czy to film pokazuje obraz polityków, czy raczej politycy czerpią wzorce z filmów, bardziej prawdopodobna wydaje mi się ta pierwsza możliwość. Jej przedstawienie w produkcjach takich jak House of Cards czy West Wing wcale nie różni się tak mocno – o ile w ogóle – od swojego pierwowzoru. Władza przyciąga ludzi i sprawia, że mogą dla niej zrobić wszystko, odstawić uczucia na bok, aby poddać się swego rodzaju grze. Polityka daje możliwość odnalezienia w niej zastępstwa za braki w swoim życiu – Charles Foster Kane jest tu sztandarowym przykładem. Nie ma w niej też miejsca dla ludzi słabych i pozbawionych realizmu – idealistów czeka brutalne zderzenie z rzeczywistością (Mr. Smith Goes to Washington), jedynie egoiści i cynicy tacy jak Frank Underwood mogą przetrwać w tym pozbawionym skrupułów świecie. Nic więc dziwnego, że polityka jest wdzięczna dla filmowców, którzy na jej kanwie mogą kreować fascynujące historie, które tematycznie są na tyle blisko nas aby dotyczyły każdego (decyzje polityków oddziałują przecież na całe społeczeństwo), ale na tyle daleko, że zwykły człowiek nigdy nie będzie w stanie doświadczyć na własnej skórze. Podsumowując – owszem, stworzyliśmy potwora, jednak nie tylko w filmie, ponieważ (w mniejszym lub większym stopniu, ale właściwie zawsze) filmowi politycy są odbiciem tych z prawdziwego świata.

    1. Ocena komentarza

      Pani Martyno, myśląc o Franku Underwoodzie (i jeszcze kilku postaciach) stwierdzę przewrotnie, że mam nadzieję, iż nie ma Pani racji 🙂

  4. Ocena komentarza

    My tego potwora wcale nie stworzyliśmy, ten potwór był tutaj od zawsze. Powiem szczerze, że „House Of Cards” nie oglądam, natomiast rzeczywiście fascynacja osobą Franka jest bardzo duża – ale to chyba głównie dlatego, że ludzi ciągnie do takich charyzmatycznych, inteligentnych postaci, w których mogą odnaleźć cząstkę siebie. Tłumacząc to nieco bardziej: każdy z nas, według teorii Freuda, ma pewne żądze i popędy, które jednak są kontrolowane przez ego. Wiele osób uwielbia bezwzględność, bycie panem życia i śmierci czy po prostu władzę – i tak jak w prawdziwym życiu nie każdy może sobie na to pozwolić z wiadomych względów (no chyba, że właśnie w świecie polityki…), tak bardzo łatwo jest „kibicować” i odnaleźć siebie w takich właśnie postaciach jak Underwood.

    Trzeba przy tym jednak pamiętać, że władza od zawsze lubiła pozbawiać ludzi skrupułów i powodowała, że ci, którzy do tej władzy dochodzili odrzucali na bok różne normy moralne czy społeczne, właśnie w imię zdobycia i utrzymania tej władzy, stając się wspomnianymi już potworami. W dzisiejszych czasach nie jest inaczej, bo władza nadal pozostaje jednym z najbardziej pożądanych „dóbr”. Zmieniają się tylko sposoby i środki do celu, dlatego też uważam, że to jednak filmy są odwzorowaniem tego, co dzieje się w kuluarach szeroko pojętej polityki, a niekoniecznie odwrotnie.

    1. Ocena komentarza

      Poruszył Pan bardzo ważny temat nie tylko z punktu widzenia tych zajęć ale i… kolejnych 🙂 Bo czy nie jest istotnie tak, że utyskując na braki moralne polityków sami nie stawiamy ich sobie (chociażby podświadomie) za wzór? Podziwiamy odwagę i inne cechy charakteru (niekoniecznie pozytywne), których brakuje nam samym?

  5. Ocena komentarza

    Myślę, że we współczesnym świecie gładko przenikają się dwie perspektywy wspomniane w powyższym artykule.

    Mianowicie: film próbuje sportretować rządzących (lub aspirujących do rządzenia) polityków, ująć ich postępowanie w szerszym kontekście i skrytykować je lub pochwalić, w zależności od szeregu okoliczności. Daje w ten sposób wyborcom pełniejszy ogląd na sytuację polityczną lub jest narzędziem propagandy, ale o tym już była mowa…

    Jednocześnie, wykreowane przez filmy postaci i wydarzenia mogą stać się swoistą inspiracją dla odbiorców. W sytuacji, gdy dzieło traktuje o reformach, nowych ruchach społecznych, przełomowych momentach w historii politycznej lub jest biografią polityka, który odniósł sukces, ma szansę stać się istotnym fundamentem czyjejś obecności na scenie politycznej i sposobu działania w tym obszarze.

    Z którą z tych dwóch perspektyw mamy do czynienia częściej? Nie wiem, ale może warto przeanalizować ulubione filmy polityków i tam poszukać odpowiedzi? Zostawiam link do interesującego artykułu, na który trafiłam: http://watchingclosely.pl/ulubione-filmy-polskich-politykow/

    1. Ocena komentarza

      Smaczny kąsek nam Pani znalazła – do przedyskutowania na kolejnych zajęciach! Swoją drogą – proponuję zajrzeć także z dydaktycznego punktu widzenia pod hasłem przedmiotowym „Jak nie tworzyć strony www”.

  6. Ocena komentarza

    Moim zdaniem „Obywatel Kane” służy bardziej jako straszak dla dzieci, dzięki któremu w trakcie oglądania rodzic z palcem skierowanym na telewizor powie: widzisz Jasiu, ten Pan się dorobił ogromnych pieniędzy, ale nie dbał wystarczająco o swoich bliskich i teraz umiera w samotności. Wydaję mi się ,że to mógł być jeden z głównych czynników, dla których omawiany film stał się tak ikoniczny.

    A jeśli chodzi o „działalność w kuluarach” czy jak kto woli „załatwianie spraw poza kamerą” uważam, że takie zjawiska zachodzą wszędzie tam, gdzie jednostki pracują w systemie zhierarchizowanym. Prosty przykład! Ile razy widzieliśmy jak w filmach o wielkich korporacjach, malutkie trybiki(pracownicy niskiego szczebla), kantują, oszukują, załatwiają różne rzeczy za plecami swoich przełożonych, szantażują współpracowników. W imię czego? Najczęściej oczywiście w imię lepszych zarobków, wyższego stanowiska, chęci wzbudzenia szacunku oraz oczywiście ze zwykłej przyziemnej zazdrości lub nienawiści. Dlaczego ludzie tak postępują? Oprócz tego co napisałem wcześniej, wydaje mi się, że ludzie działają w taki, a nie inny sposób ponieważ są tylko ludźmi. Każdy człowiek ma swoje ambicje, potrzeby i słabości, więc również każdy chce je realizować w odmienny dla siebie sposób. Niestety czasami indywidualne ludzkie pragnienia potrafią sprowokować tak złe działania, że na łożu śmierci nie będzie z nami naszej „Różyczki”

Dodaj komentarz