Czego uczy nas historia Malcolma X?

Na świecie nie brak problemów. Głód, powodzie, susze i dziesiątki innych katastrof, jakie tylko mogą przyjść do głowy co jakiś czas nękają ludzkość na całym globie. Są to jednak rzeczy wywołane przez naturę, którym często nie można zapobiec. Czy w obliczu wielu kryzysów potrzebujemy dodatkowo kłopotów wywoływanych przez nas samych? Logika każe zaprzeczyć, ale wszyscy wiedzą, jak sprawy mają się w rzeczywistości. Ludzie zdają się z natury lubować w podziałach i nienawiści do samych siebie. W obecnych czasach wyraża się to najmocniej i najczęściej poprzez dwa ogromne, społeczne problemy – pierwszym jest rasizm, drugim nienawiść ze względów religijnych, najbardziej znana i prominentna – względem islamu.

Oba tematy są doskonale znane mieszkańcom Stanów Zjednoczonych. Kraj ten, znany jako melting pot różnych kultur, ras i religii, zdawałoby się że powinien być zamieszkiwany przez ludzi najbardziej tolerancyjnych i najbardziej otwartych. Oczywiście nie do końca tak jest – jednak trzeba wiedzieć, że aby dojść do miejsca w którym amerykańskie społeczeństwo znajduje się dzisiaj, należało przejść trudną i wyboistą drogę. Od czasów niewolnictwa do dzisiejszego American dream (gdzie, przynajmniej w teorii, wszyscy muszą być równi i powinni być w stanie osiągać sukcesy) nie minęło wszak wiele czasu. A przecież niewolnictwo, które jest owocem rasizmu i przyczyną słusznego poczucia krzywdy wśród Afroamerykanów trwało setki lat. Realia życia czarnego człowieka w nie tak odległej historii Stanów Zjednoczonych fantastycznie ukazują takie obrazy jak 12 Years A Slave (2013) Steve’a McQueena czy Django (2012) w reżyserii legendy światowego kina, Quentina Tarantino. Amerykańskie społeczeństwo zdaje się przeżywać za pomocą tych i wielu innych, nowych obrazów swoiste katharsis.

Zniesienie niewolnictwa, tak namiętnie opisywanego w filmach, nie było jednak końcem udręki „murzynów” w USA. Segregacja rasowa była obecna wszędzie, nawet w muzyce – Ella Fitzgerald nie wystąpiła na koncercie, ponieważ usunięto ją z samolotu, by zrobić miejsce dla białych pasażerów. Jimi Hendrix już jako gwiazda rocka był brany za boja hotelowego, a taksówkarze nie chcieli wpuszczać czarnego muzyka do swoich samochodów. Rodzice Niny Simone na jej pierwszym koncercie musieli ustąpić miejsca w pierwszych rzędach białym rodakom; w późniejszych latach wielką namiętnością piosenkarki stała się zresztą walka o równouprawnienie. To be Young, Gifted and Black… jak frustrujące musiało to być położenie w świecie, który znamy chociażby z Missisippi w ogniu (1988)?

W połowie XX wieku społeczeństwo amerykańskie było więc w zawieszeniu. Żeby z niego wyjść, należało wykonać ogromną pracę, która nie była łatwa ani dla tych uprzywilejowanych, ani dla pokrzywdzonych. Symbolem pracy, jaka musiała zostać wykonana był, a raczej wciąż jest, Malcolm Little, znany lepiej na świecie jako Malcolm X. Ten czarnoskóry muzułmanin – a zatem człowiek podwójnie „poszkodowany” w ówczesnych realiach – jest bohaterem biograficznego filmu Malcolm X z 1992 roku, który mimo upływu lat, wciąż nie traci na świeżości.

Tytułowy bohater przechodzi w swoim życiu kilka wielkich przemian. Każda z nich może mieć swoje odbicie w życiu społeczności afro-amerykańskiej. Najpierw z niewinnego dziecka, jedynego czarnoskórego w swojej klasie, wiecznie odpychanego i poniżanego staje się gangsterem, trudniącym się kradzieżami i oddającym się nałogowi narkotykowemu. Można zadać sobie pytanie, dlaczego wybrał tą, a nie inną drogę. Patrząc jednak na problemy rasowe Ameryki XX wieku i wciąż żywe wówczas wspomnienie o supremacji białego człowieka, obraz staje się jaśniejszy. Trudno byłoby powiedzieć młodemu Malcolmowi, aby zgodził się na scenariusz wyznaczany mu przez tych, którzy widzieli w nim kogoś gorszego i niegodnego sukcesu tylko ze względu na ciemny kolor skóry. Oto więc Malcolm zdecydował się na ścieżkę, którą mógł wybrać sam – niestety, była ona niezgodna z prawem i zaprowadza go w końcu do więzenia. Tam Malcolm przechodzi kolejny wstrząs, gdy odnajduje go sympatyk muzułmańskiego bractwa Naród Islamu. Chociaż bohater schodzi na „dobrą drogę” wyrzekając się przemocy, nałogów i oddaje swoje życie nowej wierze, jednocześnie zostaje mu wpojone, że za cierpienie czarnoskórych odpowiedzialni są biali, że są oni szatanami i że nie istnieje coś takiego jak dobry biały człowiek. Czy można jednak winić Malcolma X  – i całą resztę podobnie myślących wtedy afro-amerykanów – za takie podejście? Czy biali Amerykanie sami nie byli sobie winni tej nienawiści, którą swoim przekonaniem o niższości czarnych skutecznie napędzali?

Ostatnią przemiana jaką przechodzi Malcolm X jest napędzana swoimi obserwacjami wyniesionymi z pielgrzymki do Mekki. Tam, modląc się, jedząc i pijąc wśród przedstawicieli każdej narodowości i rasy odkrywa, że rasizm zaszczepiony mu w Narodzie Islamu (a będący odpowiedzią na rasizm względem jego rasy) nie jest wyjściem, i że biały człowiek również może go uznać za równego sobie; każdy bowiem należy do tego samego, ludzkiego rodzaju. Trudno nie odnieść tego do drogi, jaką w tym momencie zdaje się kroczyć społeczeństwo nie tylko amerykańskie, ale i europejskie – dziś rasizm powoli ustępuje miejsca zrozumieniu i akceptacji, a podziały bazowane na kolorze skóry odchodzą coraz dalej w niepamięć. Niestety, w jego miejsce przychodzi islamofobia, dziś obecna głównie przez wzgląd na strach przed wyznawcami tej religii; w czasach Malcolma X również byli oni mniejszością. W chrześcijańskiej, białej Ameryce czarny muzułmanin nie mógł mieć łatwego życia. Uprzedzenia były wyraźne, a wiarę muzułmańską nie traktowano z należnym szacunkiem. Scena, w której kobieta na ulicy mówi Malcolmowi, że Jezus go uchroni, pomimo ogólnej wiedzy że ten jest wyznawcą Allaha, mówi wiele o podejściu względem islamu w tamtych czasach.

Od czasów Malcolma X – już ponad pół wieku temu – zmieniło się całkiem sporo, ale niestety dalej widoczne są problemy, o których zwalczenie u schyłku życia tak gorąco apelował ów działacz. Pozostaje pytanie, czy Ameryka – a wraz z nią cały świat – jest w stanie zwalczyć wszystkie podziały i zastąpić  je całkowitą i nienaruszalną tolerancją? Czy XXI wiek będzie tym, w którym nie będzie już więcej potrzebna żadna działalność taka, jak ta Malcolma X, ponieważ ludzie będą zdolni dojść do porozumienia i traktować się wzajemnie z szacunkiem? Pozostaje mieć nadzieję, że jeśli nie dziś, to w najbliższej przyszłości zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski, a kinematografia nie zapomni o wielu podobnych Malcolmowi.

  1. Ocena komentarza

    Odpowiadając na pytania w artykule, niestety raczej nie ma szans na to, aby udało się zwalczyć podziały i wytworzyć całkowitą tolerancję. Te podziały były, są i będą, bo mają bardzo różne źródła, a na dodatek świat staje się coraz większą mieszanką kulturową. Tymczasem w wielu kulturach istnieją właśnie różnego rodzaju uprzedzenia, stereotypy, które powodują strach lub nienawiść. Choćby z tego powodu wydaje mi się, że niemożliwe jest zwalczenie podziałów, niezależnie od tego, ilu takich Malcolmów X miałoby jeszcze działać. Z drugiej strony, zdaje się, że świat idzie w dobrym kierunku, bo przecież jeszcze sto lat temu w USA nie do pomyślenia było, aby czarni mieli takie same prawa jak biali. Z biegiem lat walka o równouprawnienie przyniosła jednak skutek, ale na horyzoncie pojawiają się kolejne problemy. Dziś jest to przede wszystkim wspomniana w tekście islamofobia, ale przecież nie można zapominać o tym, że ze względu na wyzwaną religię prześladowanych jest mnóstwo osób na całym świecie. Prawdziwe jest więc stwierdzenie zawarte przez Martynę w pierwszym akapicie tekstu: ludzie z natury się dzielą i nienawidzą. Problem niewolnictwa i szeroko pojętej segregacji rasowej daje jednak nadzieję na to, że koniec końców uda się te podziały zakończyć. Pytanie tylko, ile musi minąć czasu – no chyba, że adekwatne do tej kwestii będzie powiedzenie „nadzieja matką głupich”…

  2. Ocena komentarza

    Zwalczenie podziałów wydaje się rzeczą bardzo trudną i praktycznie niewykonalną w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Kilka wieków historii i wytworzenie się stereotypów czy uprzedzeń zrobiło swoje i USA powinno się nazywać raczej DSA (Divided States of America). Wystarczy przypomnieć głośną sprawę O.J. Simpsona (na bazie której powstał zresztą świetny serial), gdy afroamerykańska część społeczeństwa bezgranicznie wierzyła w jego niewinność, a biała i bardziej zamożna z miejsca uznawała go za winnego popełnionej zbrodni. W sprawie tej adwokaci Simpsona wielokrotnie podnosili zresztą kwestię rasową. Wystarczy również spojrzeć na statystyki osób zastrzelonych przez policjantów, by zobaczyć, że uprzedzenia rasowe nadal są w Stanach widoczne. W popkulturze jest zresztą niewiele lepiej. Na temat „białych” Oscarów z 2016 roku powiedziano już wszystko, ale można też odwołać się do jednego z materiałów z ostatnich zajęć, w którym Louis C.K. rozmawiał z Jayem Leno. W amerykańskiej telewizji króluje format Late Night Shows, w których prowadzący goszczą gwiazdy ze świata show-biznesu. Kiedyś byli to właśnie Leno czy David Letterman, teraz najbardziej znani są Jimmy Kimmel, Jimmy Fallon, Stephen Colbert czy James Corden. Co ich wszystkich łączy? Oczywiście biały kolor skóry. Trudno więc o zmiany na poziomie społecznym, skoro nawet w, wydawałoby się, postępowych mediach i show-biznesie wciąż ma miejsce wiele nierówności.

    1. Filip Biały
      Ocena komentarza

      Monopol białych mężczyzn jako gospodarzy wieczornych talk shows nie został jeszcze skutecznie przełamany, warto jednak zwrócić uwagę, że „The Daily Show” przejął po Jonie Stewarcie pochodzący z RPA Trevor Noah, a własny, cotygodniowy program otrzymała Samantha Bee. Z drugiej strony talk show Larry’ego Wilmore’a został zdjęty z anteny po bodajże jednym sezonie emisji.

  3. Ocena komentarza

    Myślę, że XXI w. taki, jakim widzimy go obecnie, nie będzie czasem pojednania i tolerancji. Wręcz przeciwnie, nienawiść na tle rasowym, narodowościowym, religijnym, czy na tle orientacji seksualnej narasta w wielu społeczeństwach i objawia się obrzydliwym, nieuzasadnionym hejtem.
    Kryzys imigracyjny pokazuje, jak silna jest współcześnie islamofobia, którą też trafnie przedstawia historia bohatera serialu „The Night Of” – Naza, urodzonego w USA chłopaka o pakistańskich korzeniach, który oskarżony o morderstwo, spotyka się z widoczną niesprawiedliwością ze strony policji oraz wymiaru sprawiedliwości. (Szczególnie na początku tej historii, kiedy trafia do aresztu, a następnie więzienia i mimo nieposzlakowanej opinii nie może wyjść za kaucją, ponieważ sędzia się na to nie zgadza, chociaż, prócz pochodzenia Naza, brak innych, wyraźnych argumentów).
    Stany Zjednoczone od czasów Malcolma X oraz Martina Luthera Kinga bardzo się zmieniły, ale absolutnie nie stały się krajem tolerancyjnym i wolnym od podziałów na tle rasowym.

  4. Ocena komentarza

    Całkowita tolerancja raczej nigdy nie będzie możliwa. Niechęć do innych kultur, ras i religii istnieje od wieluset tysięcy lat i wynika z tego, jak jesteśmy skonstruowani i z faktu, że czujemy się bezpieczniej wśród swoich, stąd wynika wiele konfliktów. Aktualnie narastający problem islamofobii rodzi się również przez wszystkie zamachy i negatywne wydarzenia, za które odpowiedzialni są terroryści, którzy utożsamiają się z tą religią. Oczywiście nie jest, to powód do nienawiści wszystkich osób wyznających islam, jednak wielu ludzi ze względu na strach tak właśnie postrzega wszystkich, co oczywiście jest bardzo krzywdzące.

  5. Ocena komentarza

    Szukając odwiedzi na postawione w tekście pytanie, myślami momentalnie wróciłem do wspomnianego już wyżej Django i sylwetki genialnego Quentina Tarantino. W filmie tym, na tle wielu znakomitych scen, w mojej ocenie szczególnie jasno świeci jedna. Ta, w której Di Caprio, (w swojej jak się później okazało, wielkiej improwizacji) – przekonuje towarzyszy wieczerzy o poddańczej naturze czarnego człowieka, ściskając w zakrwawionej dłoni czaszkę starego Bena. Ta jedna scena oddaje moim zdaniem charakter całego problemu. Miejsce czarnoskórych w Ameryce nie było podyktowane jedynie historią i kolonialnymi zależnościami, ale też silnym paradygmatem, ideologicznym podłożem skrupulatnie budowanym przez dziesięciolecia. To ideologia, jakkolwiek niepoważna i zabobonna, nadawała ton dyskusji o miejscu czarnych w Ameryce, nie tylko wtedy, ale i dziś. A problem rośnie. Dotyka nie tylko czarnych ale także tak drogich sercu prezydenta Trumpa Latynosów, czy Arabów. Dlatego w XXI wieku, tak jak być może nigdy wcześniej, potrzeba jest dojrzała dyskusja na tematy dyskryminacji rasowej, i dyskryminacji w ogóle. Ale na szczęście nie tylko ksenofobi i rasiści dochodzą znów do głosu. Z wielką nadzieją bowiem spoglądam na świat filmu, który choć uwikłany we własne problemy na tle rasowy, (jak chociażby słynne już doroczne kontrowersje oscarowe i tzw. oscars whitewash), robi wiele na rzecz poprawy sytuacji w światowy czy amerykańskim kinie. Cieszy więc fakt, że takie tuzy kina rozrywkowego jak Disney, trzymający w garści najbardziej dochodowe Marvelowskie letnie superprodukcje, czy Gwiezdne Wojny, zarabia w ubiegłym roku rekordowe 7 mld USD, jednocześnie stawiając na żeńskie leady w swoich filmach i międzynarodowe, multikulturowe obsady. A dziękować należy takim twórcom jak Tarantino, którzy od lat starają się promować i eksponować czarnoskórych i (nie)białych aktorów. Praktyka pokazuje przecież, że gdyby nie jego miłość do Sama L. Jacksona, nie dałby światu jednych z najlepszych scen w historii kina.

    1. Ocena komentarza

      To prawda, że hollywoodzcy giganci wyczuwają trend i starają się (na szczęście) dostosować do rosnących na Zachodzie egalitarnych wpływów. Szkoda tylko, że taka polityka często wynika nie z autentycznych przekonań a partykularnych interesów (np. coraz częściej prowadzonych z Chinami).

  6. Ocena komentarza

    Świat nigdy nie będzie w stanie znieść podziałów, gdyż naturalnym dla człowieka jest podnoszenie własnej wartości przez obrażanie słabszych. Dodatkowo część religijnych radykałów podnosząc hasła religijnych wojen całkowicie zaprzecza takim wartościom jak równość, otwartość i tolerancja. XXI w. to czas, w którym potrzebna będzie działalność osób pokroju Malcolma X, gdyż żyjemy w sposób prowadzący do realizacji scenariusza filmu „Ludzkie Dzieci”. Należy zwrócić uwagę, iż rasizm i islamofobia w Polsce wiąże się często z niewiedzą. Przykładem może być sytuacja Sikhów żyjących w naszym kraju, którzy ze względu na turbany postrzegani są jako muzułmanie. Choć jak mówi święta księga sikhizmu – ostatni guru „Adi Granth”:
    „Nie odprawiam rytuałów ku czci bogów hindusów ani nie recytuję modlitw muzułmanów. Noszę w sercu bezkształtnego Stwórcę i tam czczę go w pokorze. Nie jestem ani hindusem, ani muzułmaninem. Moje ciało i mój oddech należą do Allaha, Ramy, Boga Wszystkich”. Sądzę, że ciężko o bardziej tolerancyjne podejście, a więc wszyscy powinniśmy się z niego uczyć :-).

Dodaj komentarz